Ile czeka się na zezwolenie na pobyt w poszczególnych województwach?

Najszybciej sprawy o zezwolenie na pobyt rozpatrywane są w Krakowie, a najdłużej – w Katowicach. Tam cudzoziemcy czekają na decyzję średnio rok i dziewięć miesięcy – wynika ze statystyk Urzędu do Spraw Cudzoziemców, na które powołuje się portal Onet.

W Małopolsce postępowanie trwa przeciętnie 172 dni. To jedyne województwo w Polsce, które wciąż mieści się w ustawowym, sześciomiesięcznym terminie. W czołówce są również województwa warmińsko-mazurskie (201 dni) i lubelskie (223 dni).

Najwolniej proces legalizacji pobytu przebiega w województwie śląskim – tam cudzoziemcy czekają średnio 640 dni. W Opolskiem postępowanie trwa około 623 dni, a w Pomorskiem – 537 dni.

Nie podano danych dla pozostałych regionów, jednak można założyć, że czas oczekiwania w większości województw wynosi od 8 do 17 miesięcy.

Byłą więźniarkę polityczną z Białorusi mają przekazać Litwie. Obrońcy praw człowieka biją na alarm

Byłą białoruską więźniarkę polityczną Natalię Padleuską próbują przekazać z Polski na Litwę. Polscy funkcjonariusze Straży Granicznej przyszli po nią 22 października, nie pozwalając jej nawet spokojnie spakować rzeczy. Od ponad dziesięciu godzin obrońcy praw człowieka nie mają z kobietą kontaktu. Przekazanie na granicy litewskiej ma nastąpić 23 października o godz. 12.00. Białoruscy prawnicy oraz przedstawiciele sił demokratycznych próbują powstrzymać wykonanie tej decyzji.

60-letnia Natalia Padleuska wjechała do Unii Europejskiej na wizie litewskiej i pozostała w Polsce, gdzie mieszkają jej bliscy krewni posiadający polskie obywatelstwo. Tutaj złożyła wniosek o ochronę międzynarodową. Jednak Urząd do Spraw Cudzoziemców zdecydował o przekazaniu sprawy Litwie na podstawie tzw. rozporządzenia dublińskiego.

Rozporządzenie dublińskie to porozumienie określające, które państwo członkowskie UE jest odpowiedzialne za rozpatrzenie wniosku o ochronę międzynarodową. Zazwyczaj jest to kraj, który wydał cudzoziemcowi wizę lub zezwolenie na pobyt, a jeśli takiego dokumentu nie było — państwo pierwszego wjazdu do strefy Schengen.

Przepisy pozwalają jednak na wyjątki z powodów humanitarnych. W tym przypadku w Polsce mieszkają krewni starszej kobiety, którzy się nią opiekują. Sama Padleuska ma po więzieniu poważne problemy zdrowotne.

Kobieta zamierzała zaskarżyć decyzję Urzędu do Spraw Cudzoziemców w sądzie. Posiedzenie wyznaczono na 24 października. Jeśli jednak decyzja o przekazaniu zostanie wykonana 23 października, nie będzie miała możliwości obrony swojego stanowiska. Straż Graniczna zatrzymała ją 22 października i przewiozła do Poznania. Stamtąd ma zostać przetransportowana do Warszawy, a następnie na Litwę.

Szefowa inicjatywy Partyzanka, Anna Matsiyeuskaya, zwraca uwagę, że rozporządzenie dublińskie nie przewiduje procedury odwrotnego przekazania. Oznacza to, że jeśli Natalię przekażą Litwie, a następnego dnia polski sąd uchyli decyzję, wykonanie wyroku będzie technicznie niemożliwe. W takiej sytuacji kobieta musiałaby oczekiwać na rozstrzygnięcie z dala od rodziny, która mogłaby zapewnić jej opiekę.

Obrońcy praw człowieka podejmują działania, by wstrzymać przekazanie. W sprawie interweniował już urząd Swiatłany Cichanouskiej, a w Polsce apel przygotowuje zespół Pawła Łatuszki.

Sprawa Natalii Padleuskiej tworzy niebezpieczny precedens — to pierwszy przypadek, gdy obywatelka Białorusi nie ma możliwości odwołania się w sądzie od decyzji o przekazaniu. Tymczasem zarówno w pierwszej, jak i drugiej instancji takie sprawy często rozpatrywane są bez uwzględnienia czynników humanitarnych, które dopiero później sąd bierze pod uwagę.

Natalia Padleuska to była więźniarka polityczna. W 2021 roku została skazana na rok pozbawienia wolności w kolonii karnej o zwykłym rygorze oraz na grzywnę w wysokości 100 podstawowych jednostek za „znieważenie przedstawicieli władz”. W 2022 roku wyszła na wolność po odbyciu pełnego wyroku, nie doczekawszy się rozpatrzenia apelacji. Wkrótce potem opuściła Białoruś.

W ciągu dziewięciu miesięcy 2025 roku 26 tysięcy Białorusinów otrzymało pobyt w Polsce, a ponad trzem tysiącom odmówiono

W okresie od stycznia do września 2025 roku 26 tys. obywateli Białorusi otrzymało zezwolenie na pobyt w Polsce – poinformowało Centrum Białoruskiej Solidarności, powołując się na dane Urzędu do Spraw Cudzoziemców. Odmowę wydania dokumentu otrzymało 3,4 tys. osób, a postępowania dotyczące kolejnego tysiąca zostały zawieszone.

Kto i gdzie otrzymuje zezwolenie na pobyt

Najczęściej Białorusini uzyskują zezwolenie na pobyt czasowy. W ciągu dziewięciu miesięcy 2025 roku taki dokument przyznano 21,7 tys. osób.

Większość stanowią mężczyźni (57%), głównie w wieku 35–64 lata.

Najczęściej powodem uzyskania pobytu jest praca (62%) lub łączenie rodzin (20%). Kolejne 4% dokumentów wydano w związku z nauką, a 14% – z innych przyczyn.

Pobyt stały otrzymało w tym czasie 3,8 tys. obywateli Białorusi, przeważnie z tytułu pochodzenia polskiego.

Status rezydenta długoterminowego UE uzyskało 518 osób.

Warto zauważyć, że liczba rozpatrzonych spraw wciąż nie nadąża za liczbą nowych wniosków. Od początku roku Białorusini złożyli 37,7 tys. wniosków o pobyt.

Najwięcej wnioskodawców mieszka w województwach:

mazowieckim – 14,0 tys.,

wielkopolskim – 3,9 tys.,

dolnośląskim – 3,9 tys.,

podlaskim – 3,5 tys.

Na jakiej podstawie Białorusini mieszkają w Polsce

Na dzień 1 października 2025 roku w Polsce przebywało na podstawie różnych tytułów pobytowych:

  • pobyt czasowy (zezwolenie na pobyt czasowy) – 90,5 tys. osób,
  • pobyt stały (zezwolenie na pobyt stały) – 42,0 tys.,
  • status rezydenta długoterminowego UE – 2,0 tys.,
  • ochrona uzupełniająca – 9,7 tys.,
  • status uchodźcy – 1,0 tys.,
  • ochrona tymczasowa – 0,5 tys.,
  • inne dokumenty (poza wizami) – 164 osoby.

Najwięcej obywateli Białorusi mieszka w województwie mazowieckim (54 tys.), następnie w podlaskim (14 tys.), dolnośląskim, pomorskim i wielkopolskim (po 12 tys.) oraz w małopolskim (10 tys.).

Kierowcy w Warszawie dostali karty pobytu tylko na cztery miesiące. Powodem spóźniona księgowość i pośrednicy.

Kilku kierowców polskiej firmy transportowej, w której pracują Białorusini i Ukraińcy, otrzymało karty pobytu jedynie na cztery miesiące. Liczyli, że dokumenty będą ważne przez trzy lata, ale nie uwzględnili szczegółu, o którym wie niewielu — chodzi o sprawozdawczość finansową pracodawcy. O problemie opowiedziała MOST Białorusinka Tatiana, zatrudniona w tej firmie.

Zgodnie z przepisami wnioski o zezwolenie na pobyt czasowy składają sami pracownicy. W praktyce jednak formalności często przejmują na siebie pracodawcy, a zatrudnieni uczestniczą w procesie jedynie formalnie. Szczególnie dotyczy to branży transportowej. Jeśli poprzednie zezwolenie wygaśnie, a nowe nie zostanie jeszcze wydane, kierowca nie może opuszczać Polski. To z kolei uniemożliwia wykonywanie międzynarodowych tras i powoduje problemy kadrowe dla firmy.

Zaufali pośrednikom

Tatiana opowiada, że również tym razem kierownictwo zdecydowało się pomóc i zorganizowało centralnie złożenie 20 wniosków – dla kierowców, którym karty pobytu wygasają w 2025 roku. Dokumenty wysłano za pośrednictwem pośredników, poleconych przez znajomych z innej firmy. Jak mówi kobieta, żadnej umowy nie podpisano.

– Zaufali, nie podpisując żadnego kontraktu – mówi Tatiana. – Było tylko pełnomocnictwo i przedpłata w wysokości 500 zł za osobę.

W listopadzie 2024 roku pośrednicy wysłali komplety dokumentów pocztą do Lubuskiego Urzędu Wojewódzkiego – tam znajduje się siedziba firmy transportowej.

Jednak sprawy utknęły. Na zapytania przychodziły jedynie standardowe odpowiedzi: „kolejka jest długa, prosimy czekać”.

Każdy ratował się sam

Wtedy wśród kierowców zapanowało zaniepokojenie. Obawiali się, że nie zdążą otrzymać nowych dokumentów na czas i nie będą mogli dalej pracować. Wielu z nich zaczęło więc załatwiać sprawy samodzielnie – osobiście lub przez innych pośredników. Wnioski składano w różnych miejscach w Polsce: w Poznaniu, Katowicach czy Warszawie.

Tatiana tłumaczy, że jeśli pośrednicy, do których zwracali się już sami kierowcy, prosili o dodatkowe dokumenty – np. zaświadczenia z ZUS czy urzędu skarbowego o braku zaległości, miesięczne raporty o odprowadzonych składkach – to firma je dostarczała. Jednak centralna koordynacja całego procesu już nie istniała, każdy działał na własną rękę.

Podczas pierwszego podejścia, gdy próbowano wszystko zorganizować zbiorowo, dostępne były tylko sprawozdania finansowe za rok 2023. Te dokumenty trafiły do urzędu. Gdy kierowcy zaczęli składać wnioski indywidualnie, nikt nie poprosił o nowsze deklaracje. Jak się później okazało, właśnie to stało się przyczyną problemów.

Dlaczego karty pobytu wydano tylko na cztery miesiące

Na początku października 2025 roku trzech kierowców, którzy składali wnioski w Warszawie, odebrało swoje karty pobytu — dokumenty wydano jedynie na cztery miesiące.

– W urzędzie wyjaśniono nam, że okres został skrócony z powodu braku aktualnych dowodów na sytuację finansową firmy – opowiada Tatiana.

Okazało się też, że przedsiębiorstwo transportowe nieterminowo złożyło sprawozdanie finansowe do Krajowego Rejestru Sądowego (KRS). Zgodnie z prawem każda spółka zarejestrowana w KRS ma obowiązek do 30 czerwca zatwierdzić roczne sprawozdanie finansowe, a następnie w ciągu 15 dni od daty zatwierdzenia przesłać je do rejestru. To potwierdzenie, że firma działa transparentnie, osiąga przychody i jest w stanie wywiązywać się ze zobowiązań wobec pracowników.

Firma, w której pracuje Tatiana, złożyła sprawozdanie za 2023 rok dopiero w listopadzie 2024 roku, a za 2024 – na początku września 2025.

– Pracownica urzędu tłumaczyła nam, że te dokumenty są dla nich kluczowe, bo pozwalają ocenić kondycję finansową pracodawcy, zanim wydadzą cudzoziemcowi kartę pobytu na dłuższy okres. Jeśli w aktach brakuje potwierdzenia, że firma może stabilnie wypłacać pensje, urzędnicy skracają ważność decyzji do kilku miesięcy. Gdyby w momencie rozpatrywania wniosków w KRS była już widoczna dokumentacja za 2024 rok, problem z czteromiesięcznymi kartami prawdopodobnie by nie wystąpił – mówi Tatiana.

„Syndrom Agnieszki”

Zasada ta jednak nie została zastosowana wobec wszystkich. Jak opowiada Tatiana, część kierowców z tej samej firmy, których sprawy rozpatrywano w Mazowieckim Urzędzie Wojewódzkim, otrzymała karty pobytu od razu na trzy lata. Zestawy dokumentów od pracodawcy były identyczne.

– „Syndrom Agnieszki” – wzdycha Tatiana. – Różni urzędnicy różnie interpretują te same przepisy.

Co dalej

Na razie kierowcy pracują na podstawie czteromiesięcznych zezwoleń, a osoby zajmujące się legalizacją pobytu przygotowują odwołania. Do dokumentów zostaną dołączone aktualne sprawozdania finansowe i roczna deklaracja CIT-8 za 2024 rok. Jeśli odwołania nie zostaną uwzględnione, kierowcy będą musieli ponownie złożyć wnioski o karty pobytu.

Tatiana winą obarcza pośredników:

– Formalnie wnioskodawcami byli sami kierowcy, ale zaufali pośrednikom. To właśnie oni powinni byli wyjaśnić, że bez aktualnych potwierdzeń finansowych pracodawcy karta pobytu może zostać wydana tylko na krótki okres.

 

Polska zamroziła terminy rozpatrywania wniosków o ochronę międzynarodową. Co to oznacza?

Polska do 4 marca 2026 roku zamroziła obowiązujące terminy rozpatrywania spraw dotyczących ochrony międzynarodowej. Wnioski będą nadal przyjmowane i analizowane, jednak Urząd do Spraw Cudzoziemców nie będzie zobowiązany do przestrzegania dotychczasowych terminów.

Nowe przepisy wprowadzono w znowelizowanej ustawie o pomocy obywatelom Ukrainy, ale dotyczą one wszystkich cudzoziemców ubiegających się o ochronę międzynarodową w Polsce.

Dotychczas postępowania w takich sprawach powinny były zakończyć się w ciągu 6 miesięcy od dnia złożenia wniosku, a w przypadkach szczególnie złożonych lub przy dużej liczbie spraw — w ciągu 15 miesięcy. W ostatnim czasie urzędy coraz częściej korzystały z tego dłuższego terminu.

Obecnie jednak obowiązywanie tych terminów zostało zawieszone. Jeśli wniosek został złożony przed wejściem w życie nowelizacji, bieg terminów zostaje wstrzymany i zostanie wznowiony dopiero po zakończeniu jej obowiązywania. Jeśli natomiast wniosek zostanie złożony w czasie obowiązywania nowych przepisów — terminy rozpatrywania zaczną być liczone dopiero po 4 marca 2026 roku (o ile regulacja nie zostanie ponownie przedłużona).

Urząd do Spraw Cudzoziemców nie będzie miał obowiązku informowania wnioskodawców, że ich sprawy nie zostaną rozpatrzone w ustawowym terminie. Nie poniesie też odpowiedzialności za jego przekroczenie.

Podobne rozwiązanie zastosowano w marcu 2022 roku w odniesieniu do postępowań dotyczących zezwoleń na pobyt czasowy. Przepis ten był wielokrotnie przedłużany i obowiązuje do dziś.

Jednocześnie pozostaje w mocy zasada, że jeśli postępowanie w sprawie ochrony międzynarodowej nie zostanie zakończone w ciągu 6 miesięcy z przyczyn niezależnych od cudzoziemca, może on uzyskać w Urzędzie do Spraw Cudzoziemców zaświadczenie uprawniające do pracy.

Polskie korzenie i firma w Polsce. Kolejna odmowa stałego pobytu dla Białorusina

Obywatel Białorusi z polskim pochodzeniem chciał otrzymać w Polsce kartę stałego pobytu. Za pierwszym razem nie przeszedł wymaganego w takich przypadkach egzaminu związanego z rozmową kwalifikacyjną. Potem wyznaczono mu kolejne spotkanie – i tym razem poszło dobrze. Jednak wciąż usłyszał odmowę – właśnie z powodu wyniku poprzedniego egzaminu. O prawnym paradoksie napisała w serwisie Threads specjalistka ds. legalizacji o pseudonimie Darina Son.

Jak podaje, ojciec, babcia, dziadek, pradziadkowie i nawet prapradziadkowie jej klienta byli narodowości polskiej. Karty Polaka nie wyrabiał – po przeprowadzce do Polski od razu złożył wniosek o kartę stałego pobytu na podstawie polskiego pochodzenia. Procedura wymaga przejścia rozmowy. Zwykle pytania dotyczą rodziny, znajomości polskich tradycji, świąt czy zwyczajów.

Darina nie opisuje szczegółowo, jak wyglądała ta pierwsza rozmowa. Przyznaje jedynie, że „nie należała do najbardziej udanych”. Jej klient odpowiadał szczerze o swojej rodzinie i wychowaniu, a „urzędnik chciał usłyszeć schematyczne odpowiedzi”. Można wnioskować, że urzędnik uznał, iż mężczyzna nie wykazał wystarczająco silnej więzi z Polską.

— W efekcie zapadła odmowa, choć korzenie ma wyjątkowo mocne — podsumowała Darina.

„Absurd? Tak. Rzeczywistość? Też tak”

Mężczyzna nie odwołał się wtedy od decyzji, ale po pewnym czasie ponownie złożył dokumenty o pobyt stały. Postępowanie jednak umorzono. Wtedy Darina złożyła odwołanie, powołując się na wcześniejszą odmowę i umorzenie. Jak podaje, druga instancja uznała, że odmowa była bezzasadna i odesłała sprawę do wojewody.

Wyznaczono nowe spotkanie. Od poprzedniego minęły dwa lata. W tym czasie mężczyzna – jak twierdzi Darina – „jeszcze mocniej związał się z Polską”: poznał hymn, historię i język, w Polsce prowadzi firmę, zatrudnia pracowników, ma rodzinę i inwestycje. Drugie przesłuchanie przebiegło znakomicie.

Mimo to ponownie otrzymał odmowę.

— Powód? Wynik rozmowy… z 2023 roku! Fakty z 2025 roku nie zostały w ogóle uwzględnione. Absurd? Tak. Rzeczywistość? Też tak — napisała Darina.

Dodała, że treść decyzji niemal kopiowała pierwszą, bez odniesienia do nowych dokumentów ani drugiej rozmowy. Według niej to niesprawiedliwe.

— Polskie pochodzenie to podstawa. Ale kiedy człowiek przenosi tu biznes, sprowadza rodzinę, płaci podatki i wiąże swoją przyszłość z tym krajem — to już nie tylko korzenie, lecz realne zakorzenienie. W ten sposób pokazuje, że naprawdę chce budować życie w Polsce — podkreśliła Darina.

„Uzbroić się w cierpliwość”

Urzędnicy, rozpatrując sprawę, mogą brać pod uwagę cały przebieg postępowania, w tym także protokół z poprzedniej rozmowy.

— Jeśli za pierwszym razem oblał, a za drugim się nauczył i zdał, to znaczy, że wcześniej nie wiedział nic o Polsce: ani o tradycjach, ani o kulturze, ani o religii — tylko wykuł schemat. Tam nikt nie jest idiotą. Po prostu się wydało, że poszedł na egzamin bez przygotowania — napisał jeden z komentatorów.

Na pytanie, co teraz powinien zrobić jej klient, Darina odpowiedziała krótko: „Uzbroić się w cierpliwość”.

Niektórzy komentujący uważają, że mężczyźnie byłoby łatwiej najpierw wyrobić Kartę Polaka, a dopiero potem złożyć dokumenty o stały pobyt.

 

„Babcia widziała wnuka tylko raz”. Białorusin pod ochroną międzynarodową walczy o wizy dla rodziców

Maksim (imię zmienione) od kilku miesięcy próbuje sprowadzić do Polski rodziców z Białorusi. Sam nie może do nich pojechać ze względu na prześladowania w ojczyźnie – w Polsce przebywa pod ochroną międzynarodową. Kilkakrotnie pisał już do polskiego konsulatu w Grodnie i trzykrotnie do MSZ, ale na razie bez skutku. Swoją historią podzielił się z MOST.

„Jak dzwonię po rejestracji – mama płacze”

Rodzice Maksima mają też inną możliwość przyjazdu do Polski. W kraju mieszka kuzynka jego ojca, która posiada polskie obywatelstwo. Wcześniej rodzice jeździli do niej bez problemów. Teraz również wystawiła im zaproszenie.

Problem w tym, że obecnie bardzo trudno zapisać się na złożenie dokumentów wizowych. Terminy znikają w kilka sekund, a przejście wymaganej weryfikacji online bywa kłopotliwe nawet dla młodych ludzi, nie mówiąc już o osobach starszych.

– Jak dzwonię po rejestracji, mama płacze – opisuje Maksim serię nieudanych prób zapisania rodziców na wizytę.

Rodzice korzystali nawet z usług pośredników, ale przez długi czas również to nie przynosiło efektów.

Ochrona międzynarodowa – osobna procedura

Zasadniczo zaproszenie mogą wystawić obywatele Polski, cudzoziemcy z prawem stałego pobytu (stały pobyt lub karta rezydenta UE) oraz ci, którzy legalnie i nieprzerwanie mieszkają w Polsce przez ostatnie pięć lat. Za nieprzerwane uznaje się pobyt, jeśli żaden z wyjazdów nie przekroczył sześciu miesięcy, a łącznie nie były dłuższe niż 10 miesięcy w ciągu pięciu lat.

Jednak wobec cudzoziemców pod ochroną międzynarodową (posiadających status uchodźcy lub ochronę uzupełniającą) wymóg pięciu lat nie obowiązuje. Mogą oni w dowolnym momencie wystawić zaproszenie dla rodziny – nie wojewódzkie, lecz notarialne. Potwierdzało to również polskie MSZ. Należy także udokumentować więzi rodzinne między zapraszającym a zapraszanym.

Problem polega na tym, że dla krewnych na Białorusi pójście do centrum wizowego z zaproszeniem i dokumentami osoby pod ochroną międzynarodową może być ryzykowne. Dlatego konsulaty nierzadko wychodzą naprzeciw takim sytuacjom.

Zaleca się, by zapraszający wysłał do konsula e-mail z tematem „Zaproszenie dla krewnego od osoby ze statusem ochrony międzynarodowej”. Do wiadomości należy dołączyć skany notarialnie potwierdzonego zaproszenia, dokumentów potwierdzających pokrewieństwo, kopię paszportu lub karty pobytu zapraszającego, a także paszport i meldunek zapraszanego.

W treści maila trzeba opisać sytuację i poprosić o wyznaczenie terminu bezpośrednio w konsulacie, aby zapewnić bezpieczeństwo krewnym na Białorusi. Pracownik konsulatu kontaktuje się z wnioskodawcą i umawia rodziców na złożenie dokumentów wizowych.

MOST zna kilka udanych przypadków, gdy Białorusinom udało się sprowadzić krewnych z obwodu brzeskiego tą właśnie drogą. Rodzice Maksima podlegają pod konsulat w Grodnie.

„Według legendy nie utrzymuję kontaktu z rodzicami”

Maksim postanowił połączyć dwa rozwiązania: skorzystać z zaproszenia swojej ciotki, a jednocześnie napisać do konsula z prośbą o wyznaczenie terminu przyjęcia dla rodziców bezpośrednio w konsulacie.

Warto podkreślić: nie spotkaliśmy się z oficjalnymi wyjaśnieniami polskich instytucji, które wskazywałyby, że takie „połączenie” procedur może zadziałać. Maksim odpowiada na to jednak inaczej: – Jaka to dla konsula różnica, od kogo pochodzi zaproszenie? Ważne, że dana osoba ma prawo zaprosić do siebie rodzinę. – W piśmie opisał swoją sytuację, dołączył dokumenty potwierdzające i zaznaczył, że chciałby dołączyć zaproszenie od krewnej.

Dlaczego więc nie skorzystać ze standardowej drogi i nie zaprosić rodziców we własnym imieniu? Maksim tłumaczy to względami bezpieczeństwa. Białoruskie służby mają wobec niego liczne zarzuty natury politycznej.

– Według legendy nie utrzymuję kontaktu z rodzicami. [Przez mnie] przychodzi do nich milicja – mówi.

Do konsulatu w Grodnie Maksim pisał już trzykrotnie. Na jedno z pism otrzymał odpowiedź, że z powodu braków kadrowych rodzice muszą ubiegać się o wizę na ogólnych zasadach.

Mężczyzna zwracał się również do polskiego MSZ i dwóch departamentów tego resortu, a także próbował napisać bezpośrednio do szefa MSZ Radosława Sikorskiego – za pośrednictwem jego regionalnego biura poselskiego (obecnie Sikorski nie jest już ani posłem, ani europosłem).

„Udało się zarejestrować jakimś cudem”

W czasie emigracji w rodzinie Maksima urodziło się trzecie dziecko.

– Babcia widziała wnuka tylko raz – mówi mężczyzna. Stało się to jeszcze wtedy, gdy obowiązywała poprzednia wiza.

Wkrótce żona Maksima wraca z urlopu macierzyńskiego i rodzina miała nadzieję, że opieką nad maluchem zajmie się babcia, gdy tylko uda się jej uzyskać wizę. Na razie jednak wszystkie próby kończyły się niepowodzeniem.

Podczas gdy Maksim pisał pod wszystkie znane sobie adresy, szczęście uśmiechnęło się do jego ojca.

– Za dziesiątym razem udało się zarejestrować jakimś cudem – złożył dokumenty wizowe – opowiada mężczyzna.

Ojciec Maksima otrzymał już polską wizę na podstawie zaproszenia siostry i ma nadzieję spotkać się z synem. Kiedy Białorusin zobaczy się z mamą – pozostaje niepewne.

„Czekajcie”. Białoruska kierowczyni ciężarówki może stracić pracę w Polsce przez opieszałość urzędników

Ksenia pracuje jako kierowczyni międzynarodowa w polskiej firmie transportowej. Wozi towary po całej Europie. Jest zadowolona z wynagrodzenia, świadczeń socjalnych i podejścia przełożonych. Mimo to może się zdarzyć, że będzie musiała odejść z pracy i szukać innej – najpewniej gorzej płatnej. Powodem jest długie rozpatrywanie jej sprawy o zezwolenie na pobyt czasowy. Swoją historią Białorusinka podzieliła się z MOST.

Ksenia nie ukrywa: z Białorusi wyjechała nie w poszukiwaniu pracy w Europie, lecz z obawy przed represjami. O ochronę międzynarodową się jednak nie ubiegała. Jak mówi, przed wyjazdem zdążyła uporządkować sprawy z dokumentami, a jej paszport zachowa ważność jeszcze przez kilka lat. Dlatego najpierw otrzymała wizę humanitarną, a następnie – na jej podstawie – czasowe zezwolenie na pobyt, które daje swobodny dostęp do rynku pracy.

W Polsce kobieta znalazła zatrudnienie w firmie transportowej – umowa o pracę, pensja na poziomie europejskim, wszystkie składki, płatny urlop. Takie warunki bardzo sobie ceni, dlatego o legalizację pobytu zadbała z wyprzedzeniem. Prawie rok przed upływem ważności karty pobytu (jej termin mija w połowie stycznia 2026 roku) złożyła dokumenty na nową – tym razem z tytułu pracy.

Wniosek wysłała pocztą do urzędu w Warszawie. Jak tłumaczy, często jest w trasie, a choć firma jest polska, jej baza mieści się w Niemczech, 900 kilometrów od domu. Białorusinka obawiała się, że jeśli umówi się na osobiste złożenie dokumentów, może nie zdążyć wrócić do Warszawy w wyznaczonym terminie. Dziś nazywa to swoim „największym błędem”. Jest przekonana, że gdyby złożyła wniosek osobiście, postępowanie przebiegałoby szybciej.

Cztery miesiące po wysłaniu dokumentów, w czerwcu 2025 roku, jej sprawie nadano wreszcie numer. Kobieta zrozumiała, że jeśli dalej będzie toczyć się w takim tempie, decyzja nie zapadnie w ciągu roku. Napisała więc pismo z prośbą o przyspieszenie rozpatrywania, tłumacząc, dlaczego w jej przypadku opóźnienie może spowodować ogromne problemy. Poprosiła też swojego pracodawcę, by wystosował podobny wniosek.

Dlaczego Ksenia nie może długo czekać

Zazwyczaj, jeśli wnioskodawca pracował w momencie składania wniosku o zezwolenie na pobyt czasowy i pracę, to przez cały okres rozpatrywania sprawy nie traci prawa do zatrudnienia. Nawet jeśli ważność poprzedniej karty pobytu wygaśnie wcześniej, niż zapadnie decyzja w sprawie Kseni, jej pobyt w Polsce będzie legalny, a ona sama będzie mogła dalej pracować w tej samej firmie.

Problem polega jednak na tym, że bez ważnej karty pobytu nie może wyjeżdżać do innych krajów UE. A w przypadku Kseni oznacza to w praktyce utratę możliwości pracy na dotychczasowym stanowisku. Jej firma nie zajmuje się bowiem transportem krajowym – wyłącznie międzynarodowymi trasami.

Na pierwsze pismo o przyspieszenie postępowania odpowiedź była standardowa: sprawy są rozpatrywane w kolejności wpływu, prosimy śledzić aktualizacje na stronie internetowej. Wtedy kobieta wysłała drugie pismo, potem trzecie. Próbowała różnych platform kontaktu z urzędnikami: InPol, ePUAP, tradycyjną pocztę. Pracodawca przygotował list, w którym podkreślił, że Ksenia jest kluczową pracownicą firmy. Papierową wersję również wysłano pocztą.

– I tak nic się nie rusza – podsumowuje ze smutkiem. Kobieta nie została nawet wezwana na obowiązkową w takich przypadkach procedurę pobrania odcisków palców. Jedyna rekomendacja brzmi: czekajcie.

Ksenia rozważała złożenie skargi na przewlekłość postępowania, ale do 30 września 2025 roku obowiązuje zawieszenie przepisu określającego maksymalne terminy rozpatrywania spraw cudzoziemców. W praktyce urzędy mogą prowadzić takie postępowania bezterminowo. I najprawdopodobniej przepis ten zostanie przedłużony co najmniej do 4 marca 2026 roku – tak wynika z projektu ustawy opublikowanego 2 września.

Trzy możliwe scenariusze i jeden prosty, ale nierealny

Ksenii zostało mniej niż pięć miesięcy. Liczy, że w tym czasie urzędnicy zdążą podjąć decyzję w jej sprawie. Na wszelki wypadek zastanawia się jednak, co zrobić, jeśli tak się nie stanie. Opcji nie ma wiele, ale pewne są.

Pierwsza – gdy w styczniu wygaśnie obecne zezwolenie na pobyt, Ksenia może pójść na urlop. W ten sposób zyska kilka „legalnych” tygodni. Potem, jeśli uda się dogadać z przełożonymi, mogliby ją wysłać na urlop bezpłatny. Ale tu pojawia się kolejny problem.

– Jak zareaguje polski urząd, jeśli składam wniosek o pobyt z tytułu pracy, a tymczasem w tej pracy nie ma żadnych wpłat – podatkowych ani składkowych? – zastanawia się Białorusinka.

Druga opcja – odejść i znaleźć nową pracę, póki jeszcze ważna jest karta pobytu dająca swobodny dostęp do rynku pracy. Trzeba by jednak znaleźć zajęcie, które nie wymaga wyjazdów poza Polskę.

To rozwiązanie też jest zgodne z prawem, ale wcale niełatwe. Po pierwsze – taką pracę trzeba znaleźć. Po drugie – Ksenia podkreśla, że obecnie zarabia według stawek europejskich, wyższych niż przeciętne wynagrodzenia w Polsce. Po trzecie – oznaczałoby to nową papierologię: urzędnikom trzeba by dostarczyć nowe dokumenty pracownicze, ponieważ podstawą wniosku o pobyt jest zatrudnienie.

Wreszcie trzeci wariant – ubiegać się o ochronę międzynarodową. Tyle że z powodu dużej liczby wniosków takie postępowania też trwają długo, a wkrótce i w nich mają zostać zniesione maksymalne terminy rozpatrywania. Do czasu zakończenia sprawy nie wolno opuszczać Polski, a przez pierwsze pół roku nie można też pracować (chyba że istnieją inne podstawy dostępu do rynku pracy).

W firmie, w której pracuje Ksenia, nie ma wielu Białorusinów, a ci, którzy są, często nie spieszą się ze składaniem wniosków o pobyt czasowy, tylko za każdym razem wyrabiają wizy pracownicze. Ostatnio na wizytę w centrum wizowym również trudno się zapisać, ale wciąż jest to możliwe. Powrót do Białorusi po wizę Ksenia jednak wyklucza – ze względów bezpieczeństwa.

W polskim wykazie osób niepożądanych znajduje się 2,2 tys. Białorusinów

Na koniec I półrocza 2025 roku w wykazie osób, których pobyt w Polsce jest niepożądany, figurowało 31 tys. cudzoziemców. Wśród nich 2,2 tys. to obywatele Białorusi, w tym 500 osób, wobec których zapadły i uprawomocniły się wyroki za naruszenie prawa – podaje „Rzeczpospolita”.

Białorusini zajmują piąte miejsce na liście. Przed nimi są: Ukraińcy (5,9 tys., w tym 4,2 tys. z prawomocnymi wyrokami), Gruzini (4,2 tys. i 1,6 tys.), Syryjczycy (2,5 tys. i 800) oraz Afgańczycy (2,4 tys. i 300).

Podstawy, na mocy których cudzoziemiec może trafić do wykazu, są szerokie. Może to być nielegalny pobyt w Polsce lub nielegalna praca. Na liście znajdują się także osoby skazane na co najmniej rok więzienia, objęte polskimi lub unijnymi sankcjami, a także te, które nie zastosowały się do decyzji o wydaleniu.

Służby specjalne mogą również dopisywać do wykazu osoby, które – według ich ustaleń – stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa lub porządku publicznego.

Między Polską a Niemcami. Białorusinka walczy o prawo do pozostania

Życie Iryny (imię zmienione) zależy dziś od polskich urzędników. Chciałaby, aby jedni — ci, którzy rozpatrują sprawy jej męża i syna o zezwolenie na pobyt — podjęli decyzję jak najszybciej. A inni wręcz przeciwnie — by zwlekali jak najdłużej. Ze względu na specyfikę europejskiego prawa od tego zależy, czy pozwolą jej zostać w Polsce. Swoją historią kobieta podzieliła się z MOST.

Iryna przyjechała do Polski w 2024 roku. Wyjazd z Białorusi nie był planowany. Została zatrzymana przez siłowików — i zrozumiała, że interesują się nią w związku z jej aktywnością w 2020 roku. Na zastanowienie nie miała wiele czasu. W paszportach — jej i córki — były otwarte z innego powodu wizy niemieckie. Polska wydawała się krajem bliskim, zrozumiałym językowo i z białoruską diasporą. Tak znalazła się tutaj w wymuszonej emigracji. Przyznaje: w dniu wyjazdu o przyszłej legalizacji pobytu nie myślała.

Już w Polsce dowiedziała się o mechanizmie ochrony międzynarodowej i złożyła wniosek w swoim imieniu oraz w imieniu córki. Dowiedziała się też od prawników o rozporządzeniu dublińskim, które może okazać się dla niej niekorzystne.

Rozporządzenie dublińskie to umowa określająca, które państwo UE powinno rozpatrywać wniosek o ochronę międzynarodową. Zasadniczo jest to kraj, który wydał cudzoziemcowi dokument wjazdowy do UE lub zezwolenie na pobyt. A jeśli takiego dokumentu nie było — państwo pierwszego wjazdu na teren UE.

W przypadku Iryny i jej córki krajem, który wydał wizę, są Niemcy. Oznacza to, że to właśnie tam powinien być rozpatrywany ich wniosek o ochronę międzynarodową. Tak zapisano w decyzji Urzędu do Spraw Cudzoziemców, który zajął się ich sprawą.

Jednak rozporządzenie pozwala na wyjątki: uwzględnienie okoliczności humanitarnych lub więzi rodzinnych. Wówczas sprawa trafia do państwa, z którym wnioskodawca jest szczególnie związany lub gdzie mieszkają jego małżonek, małoletnie dzieci czy rodzice małoletnich.

Korzenie męża mogą pomóc

Mąż i syn Iryny początkowo pozostali na Białorusi. Później jednak przyjechali do Polski. Mężczyzna ma polskie korzenie, dlatego wraz z synem złożył dokumenty o zezwolenie na pobyt stały na tej podstawie. Stało się to jednak już po tym, jak Urząd do Spraw Cudzoziemców podjął decyzję o przekazaniu sprawy kobiety do Niemiec.

Po otrzymaniu odpowiedzi poinformowała urząd o zamiarze męża i syna uzyskania stałego pobytu w Polsce, jednak decyzja pozostała bez zmian.

Wtedy kobieta wniosła odwołanie. Jej sprawa jest obecnie w toku, podobnie jak sprawy o zezwolenie na pobyt stały. Jeśli mąż i syn otrzymają stały pobyt wcześniej, niż zostanie rozpatrzone odwołanie w sprawie ochrony międzynarodowej, kobieta zyska argument, aby jej sprawa była rozpatrywana w Polsce. Jeśli później — może spotkać się z odmową i przekazaniem sprawy do Niemiec. W takim przypadku nadal pozostanie jej możliwość zaskarżenia decyzji w sądzie.

— Córka po raz pierwszy została wyrwana ze swojego środowiska i przeżyła stres. Dopiero zaczęła się adaptować, nawiązywać przyjaźnie… a znowu gdzieś się przeprowadzać — to bardzo trudne. A Niemcy, w przeciwieństwie do Polaków, nie rozumieją naszej sytuacji, rzadko udzielają ochrony [Białorusinom] — jakby powrót na Białoruś był dla nas bezpieczny — wyjaśnia Iryna.