Sejm RP odrzucił jeden z projektów ustaw zaostrzających zasady uzyskiwania polskiego obywatelstwa. Złożyli go posłowie Prawa i Sprawiedliwości. Od początku miał on niewielkie szanse na przyjęcie. Jednocześnie cudzoziemcy powinni zwrócić uwagę na inne projekty dotyczące obywatelstwa, które nie zostały jeszcze rozpatrzone.
W ostatnim czasie w Polsce pojawiło się kilka inicjatyw legislacyjnych związanych z polskim obywatelstwem — kilka autorstwa Prawa i Sprawiedliwości (w tym wariant, który nie przeszedł już w ubiegłym roku), a także projekty prezydenta Karola Nawrockiego oraz Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Odrzucony 9 stycznia projekt był najbardziej restrykcyjny. Został złożony 6 października przez posłów PiS Pawła Hreniaka i Michała Moskala.
Na czym polegał projekt
Projekt zakładał radykalne wydłużenie okresów pobytu w Polsce wymaganych do uznania za obywatela. W podstawowym wariancie cudzoziemiec musiałby nieprzerwanie mieszkać w Polsce na podstawie zezwolenia na pobyt stały przez co najmniej 10 lat (zamiast obecnych trzech), a także posiadać stabilne źródło dochodu oraz tytuł prawny do lokalu mieszkalnego. Analogiczne rozwiązanie zawiera również projekt złożony przez Karola Nawrockiego.
Jednak w przeciwieństwie do projektu prezydenckiego, który nie zmienia zasad uznawania za obywateli posiadaczy Karty Polaka, małżonków obywateli RP oraz uchodźców, propozycja PiS przewidywała istotne zaostrzenie także wobec tych grup.
Ponadto projekt przewidywał zaostrzenie kolejnej regulacji. Zgodnie z obowiązującym prawem o obywatelstwo może ubiegać się każdy cudzoziemiec, który legalnie i nieprzerwanie przebywa w Polsce przez 10 lat oraz posiada zezwolenie na pobyt stały lub status długoterminowego rezydenta UE. PiS proponował wydłużenie tego okresu do 15 lat oraz wprowadzenie dodatkowych warunków. Przez ostatnie pięć lat przed złożeniem wniosku cudzoziemiec nie mógłby korzystać z pomocy społecznej przeznaczonej dla osób o bardzo niskich dochodach, nie mógłby być karany oraz musiałby posiadać pozytywną opinię komendanta policji właściwego dla miejsca zamieszkania z ostatnich 10 lat.
Projekt zakładał również podniesienie wymaganego poziomu znajomości języka polskiego z B1 do C1.
Dodatkowo wnioskodawcy mieli zostać zobowiązani do przedstawienia dokumentów potwierdzających niekaralność w kraju pochodzenia, co dla wielu Białorusinów — prześladowanych w ojczyźnie z powodów politycznych — jest szczególnie problematyczne.
Inne projekty
Na tle łagodniejszej propozycji prezydenckiej oraz jeszcze bardziej liberalnych inicjatyw rządowych projekt PiS od początku miał najmniejsze szanse na przyjęcie. Za jego odrzuceniem zagłosowały wszystkie główne ugrupowania parlamentarne poza PiS oraz skrajnie prawicową Konfederacją.
W odróżnieniu od projektu PiS, inicjatywy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych koncentrują się nie tyle na długości pobytu cudzoziemców w Polsce, ile na ich integracji ze społeczeństwem. Zakładają one m.in., że przez cały okres stałego pobytu w Polsce wnioskodawca powinien posiadać status rezydenta podatkowego RP.
Proponuje się również wprowadzenie obowiązku podpisania przez cudzoziemca aktu lojalności wobec państwa polskiego, zdania testu obywatelskiego oraz podniesienia wymaganego poziomu znajomości języka polskiego do B2.
Praprababka i pradziadek Alicji (imię zmienione) byli Polakami, więc postanowiła wystąpić o Kartę Polaka. Zachowały się dokumenty prababki – jej dowód osobisty, natomiast po pradziadku pozostała jedynie książeczka wojskowa, w której nie wpisano narodowości. Aby potwierdzić jego polskie pochodzenie, dziewczyna skorzystała z pomocy pośredników. Zapłaciła 1000 euro, ale zamiast wyników otrzymała zdjęcie sfałszowanego aktu urodzenia swojej matki. „Oryginał” obiecano przesłać po wpłacie kolejnych 1000 euro. Swoją historią Białorusinka podzieliła się z MOST. Postanowiliśmy też sprawdzić, jak działa ten proceder.
Alicja przyjechała do Polski wiosną tego roku. Była przekonana, że nie będzie miała problemu z udowodnieniem polskich korzeni: cała rodzina mieszkała w obwodzie grodzieńskim, który w latach 1921–1939 należał do Polski. Jej pradziadek służył w polskim wojsku – potwierdza to jego książeczka wojskowa. Brakuje jednak w niej wpisu o narodowości.
Aby otrzymać Kartę Polaka – dokument potwierdzający przynależność do narodu polskiego – wystarczy udowodnić, że matka, ojciec, babcia lub dziadek byli Polakami. Jeśli jednak chodzi o wcześniejsze pokolenie – pradziadków lub prababki – należy wykazać polskie pochodzenie co najmniej dwóch z nich.
„Może agencja ma swoje metody”
Aby odnaleźć dokumenty pradziadka, Alicja i jej partner postanowili zwrócić się do jednej z agencji zajmujących się poszukiwaniem polskich korzeni. Przy wyborze kierowali się opiniami w internecie. Jedna firma budziła wątpliwości, inna wydawała się wiarygodna.
— Agencja była zarejestrowana w Mołdawii albo w Rumunii, już dokładnie nie pamiętam. Nie sprawdziliśmy jej wcześniej – po prostu napisaliśmy i zadzwoniliśmy przez Telegram. Mój partner zajmował się całą komunikacją. Poproszono nas o przesłanie dokumentów, drzewa genealogicznego oraz wypełnienie pliku z informacjami o domu, babciach, prababciach i innych krewnych. Wszystko przygotowałam i wysłałam — opowiada Alicja.
Wpłaciła zaliczkę w wysokości 1000 euro. Początkowo zapewniano ją, że poszukiwania potrwają miesiąc, później – że dwa, najwyżej trzy tygodnie. Już wtedy zaczęła mieć wątpliwości.
— Zazwyczaj takie archiwalne poszukiwania zajmują co najmniej miesiąc. Ale pomyślałam, że może agencja ma swoje metody — mówi.
Z obwodu grodzieńskiego na Wołyń
Po dwóch tygodniach Alicja otrzymała skan „dokumentu” – rzekomo radzieckiego aktu urodzenia swojej matki. Zawarte w nim dane były identyczne jak w prawdziwym dokumencie, którego kopię sama wcześniej przesłała agencji. Różnica polegała na tym, że formularz nie był w języku białoruskim, lecz ukraińskim – akt miał zostać wydany przez biuro ZAGS w Łucku, w obwodzie wołyńskim. W rubryce „narodowość” matki, czyli babci Alicji, widniało słowo „Polka” zamiast „Białorusinka”.
Co ciekawe, miejsca urodzenia nie zmieniono – nadal widniała ta sama wieś w obwodzie grodzieńskim. W rogu dokumentu pojawiła się jednak dopisana odręcznie adnotacja: „Odtworzono”. Jakby oryginalny akt urodzenia matki zaginął i trzeba go było „odtworzyć” – trzy lata później, w obwodzie wołyńskim. Alicja podkreśla, że w rzeczywistości jej rodzina przez całe życie mieszkała w tym samym domu w obwodzie grodzieńskim i nigdy nie przeprowadzała się na Ukrainę.
Fragment sfałszowanego aktu urodzenia matki Alicji
— Powiedziałam im, że to nielegalne i że później mogą być z tego problemy. Ale oni sprowadzili wszystko do prostego stwierdzenia: „Potrzebowaliście dokumentów do uzyskania Karty Polaka? Zrobiliśmy je. Z takimi dokumentami Kartę dostaniecie. Cel z naszej strony został osiągnięty” — wspomina Alicja.
„Raczej niczego nie udowodnię”
„Prawdziwy”, czyli papierowy dokument, obiecano jej przesłać po opłaceniu drugiej części wynagrodzenia agencji — kolejnych 1000 euro. Dziewczyna wyjaśniła jednak, że zależało jej na znalezieniu autentycznych archiwalnych dokumentów, a nie fałszywek.
W agencji obiecano „sprawę wyjaśnić” i oddzwonić, lecz korespondencję usunięto, a kontakt się urwał.
— Na początku myślałam, żeby zgłosić sprawę i spróbować odzyskać pieniądze, ale potem zrezygnowałam — raczej niczego nie udowodnię — przyznaje Alicja.
„Karta Polaka bez korzeni w trzy miesiące”
W serwisie Telegram często pojawiają się ogłoszenia oferujące pomoc w uzyskaniu Karty Polaka – nawet bez polskiego pochodzenia. Pośrednicy żądają za swoje usługi około 2000 euro. W zamian obiecują „załatwić sprawę” poprzez współpracujące z nimi polskie organizacje, które rzekomo potwierdzą wieloletnie członkostwo w swoich szeregach.
Podając się za zainteresowaną klientkę, dziennikarka MOST skontaktowała się z autorem jednego z takich ogłoszeń.
Pewien mężczyzna przedstawiający się jako Antonio oferuje pomoc w uzyskaniu Karty Polaka „bez pochodzenia” – w zaledwie trzy miesiące. Według niego dokument można otrzymać „na podstawie działalności społecznej na rzecz języka i kultury polskiej”. Jako organizację, która rzekomo miałaby to potwierdzić, wskazał Polskie Towarzystwo Kulturalne im. Adama Mickiewicza. „Zadzwońcie, opowiemy więcej” – napisał Antonio. Postanowiliśmy skorzystać z jego zaproszenia.
W odpowiedzi otrzymaliśmy ogólne informacje o usługach pośrednika – listę wymaganych dokumentów i opis procedury. Jako „dowód skuteczności” przesłał zdjęcia gotowych Kart Polaka i zaświadczeń.
Następnie przyszła lista pytań – takich samych, jakie zadaje się podczas rozmowy kwalifikacyjnej przy ubieganiu się o Kartę Polaka na podstawie polskiego pochodzenia. Zanim zdążyliśmy odpowiedzieć, pośrednik przesłał kolejne wiadomości: zestaw oferowanych usług, linki do filmów o uzyskaniu obywatelstwa polskiego oraz nagrania głosowe, w których zachwalał korzyści płynące z posiadania Karty Polaka w Polsce.
Nieoczekiwana propozycja pracy zdalnej
Wkrótce sprawa przybrała zaskakujący obrót. Z tego samego konta otrzymaliśmy wiadomość w języku ukraińskim z propozycją pracy zdalnej. Główne wymagania: „umiejętność przekazania potencjalnemu klientowi potrzebnych informacji” i „nastawienie na wynik”. Pojawiło się podejrzenie, że chodzi o rekrutację do tej samej grupy pośredników sprzedających fałszywe zaświadczenia.
W wiadomości napisano, że firma działa w branży prawnej od pięciu lat i „pomaga ludziom w uzyskaniu dokumentów archiwalnych, Kart Polaka, obywatelstwa polskiego i innych zezwoleń”.
Za każdego pozyskanego klienta Antonio od razu obiecał 50% prowizji, twierdząc, że zarobki „zależą wyłącznie od zaangażowania” i mogą sięgać 20–30 tys. hrywien (1,8–2,7 tys. zł) miesięcznie.
Przy okazji przesłał też cennik: Karta Polaka bez korzeni – od 1500 euro, dokumenty do uzyskania obywatelstwa – od 850 euro, zapytania archiwalne (poszukiwanie polskich korzeni) – od 150 euro, konsultacja prawnika – od 30 euro.
„Nawet nie będą chcieli z wami rozmawiać. A nas znają i zrobią to dla nas”
Później udało nam się dodzwonić do rozmówcy. Numer, na który zarejestrowano konto, był ukraiński. Mężczyzna z wyraźnym ukraińskim akcentem zapytał o narodowość dziennikarki i o to, czy ma polskie korzenie. Kiedy usłyszał, że „klientka” pochodzi z Białorusi i nie ma polskiego pochodzenia, zaproponował „znaleźć odpowiednie organizacje na Białorusi”, które pomogą przygotować „lewe” zaświadczenia z datą wsteczną.
Na pytanie o ceny i gwarancje rozmówca nagle przerwał połączenie.
Po pewnym czasie z tego samego numeru oddzwoniła kobieta. Była bardziej rozmowna i wyjaśniła, że usługa kosztuje 2 tys. euro, a kluczowym dokumentem będzie zaświadczenie od polskiej organizacji potwierdzające trzyletnie członkostwo w jej strukturach. Jak przyznała, takie dokumenty wystawiają sami — „dogadują się z odpowiednią organizacją”, która ma wydać zaświadczenie z datą wsteczną.
Pośredniczka doprecyzowała warunki: należy wpłacić zaliczkę w wysokości 600 euro, po czym klient zostaje „przyłączony” do wybranej polskiej organizacji. Jeśli pierwsza odmówi, znajdą inną:
— Jeśli się nie zgodzą, są inne, trzecie organizacje. Zawsze znajdą się tacy, którzy się zgodzą — zapewniła rozmówczyni.
Na pytanie o gwarancje odpowiadała wymijająco:
— Lista organizacji jest w internecie, możecie spróbować dogadać się sami, ale wam się nie uda — nawet nie będą chcieli z wami rozmawiać. A nas znają i zrobią to dla nas.
Według kobiety schemat „działa od dawna”, a „wielu już otrzymało takie zaświadczenia”. Zwrotu zaliczki nie przewidują:
— Nie, czegoś takiego nie ma. Jeśli już robimy, to do końca — dodała pośredniczka.
Dlaczego uważamy, że mamy do czynienia z oszustwem
Po pierwsze, samo przedstawianie fałszywych informacji jest już niezgodne z prawem. Po drugie, rozmówcy MOST wątpią, by zdobycie prawdziwych zaświadczeń od polskich organizacji dla „podstawionych” osób było w ogóle możliwe. Najprawdopodobniej takie dokumenty zostałyby odrzucone podczas rozpatrywania wniosku o Kartę Polaka.
Na Białorusi, ze względu na silne represje wobec środowisk polonijnych, działalność polskich organizacji nie jest w pełni sformalizowana. Trudno więc uwierzyć, że z Ukrainy można „dogadywać się” w sprawie wystawiania zaświadczeń dla niezweryfikowanych osób.
W firmie Shukaj Radzimu – jednej z organizacji przedstawiających się jako specjalizujące się w poszukiwaniu polskich korzeni – również sceptycznie patrzą na możliwość uzyskania Karty Polaka na podstawie takich „zaświadczeń od stowarzyszeń”.
— Aby otrzymać Kartę Polaka na podstawie członkostwa w polskiej organizacji społecznej, trzeba być jej aktywnym członkiem przez co najmniej trzy lata. Aktywność nie oznacza jedynie obecności na wydarzeniach, ale realne zaangażowanie – udział w organizacji forów, konferencji, zjazdów i innych inicjatyw. W obecnych warunkach trudno sobie wyobrazić, kto i w jaki sposób mógłby działać na rzecz polskości na Białorusi. Stąd pytanie: gdy ktoś przychodzi z takim zaświadczeniem, czym naprawdę zajmował się przez ostatnie trzy lata? A jeśli dokument został wystawiony wcześniej, dlaczego dopiero teraz się zgłasza? Co do ukraińskich organizacji pośredniczących – już wcześniej podchodzono do nich, delikatnie mówiąc, z nieufnością. Zbyt często pojawiały się fałszywe lub kupione zaświadczenia — tłumaczą przedstawiciele firmy.
W Telegramie znów pojawiają się ogłoszenia obiecujące pomoc w uzyskaniu Karty Polaka bez polskiego pochodzenia. Pośrednicy żądają za swoje usługi 2 tys. euro. Za te pieniądze obiecują dogadać się z polskimi organizacjami, które rzekomo potwierdzą wieloletnie członkostwo w swoich szeregach. Podając się za zainteresowaną klientkę, dziennikarka MOST skontaktowała się z autorem takiego ogłoszenia.
Czym jest Karta Polaka i co mają z tym wspólnego polskie organizacje
Karta Polaka — to dokument potwierdzający przynależność do narodu polskiego. Na jej podstawie można otrzymać polską wizę, a po przeprowadzce do Polski przysługuje wsparcie finansowe. Karta Polaka jest także podstawą do szybszego uzyskania stałego pobytu w Polsce oraz — w krótszym terminie niż w trybie standardowym — do uzyskania obywatelstwa polskiego.
Ustawa o Karcie Polaka (art. 13 ust. 3) określa, jakie dokumenty dowodzą przynależności do narodu polskiego. Zasadniczo są to dokumenty świadczące o polskim pochodzeniu przodków (akty stanu cywilnego, świadectwa chrztu, dokumenty o służbie w polskich formacjach wojskowych, dokumenty dotyczące deportacji lub rehabilitacji). W tym artykule ustawy znajduje się też pkt 7 — zaświadczenie polskiej lub polonijnej organizacji potwierdzające aktywny udział w działalności na rzecz promowania języka i kultury polskiej lub polskiej mniejszości narodowej.
Oszustowie, aktywnie oferujący pomoc w nielegalnym uzyskaniu Karty Polaka, proponują różne strategie — na przykład zakup u „potrzebnych” osób „archiwalnych odpisów” o pochodzeniu krewnych albo dogadanie się z polskimi organizacjami w sprawie takich zaświadczeń.
„Karta Polaka bez korzeni w trzy miesiące”
W Telegramie ktoś o imieniu Antonio oferuje pomoc w uzyskaniu Karty Polaka „bez pochodzenia” w zaledwie trzy miesiące — „na podstawie działalności społecznej na rzecz języka i kultury polskiej”. Jako organizację, przez którą można to zrobić, wskazuje Polskie Towarzystwo Kulturalne im. Adama Mickiewicza. „Zadzwońcie, opowiemy więcej” — napisał Antonio. Postanowiliśmy skorzystać z jego rady.
W odpowiedzi otrzymaliśmy ogólne informacje o usługach pośrednika — listę wymaganych dokumentów i opis procedury. Jako „dowód” swojej działalności rozmówca przesłał zdjęcia gotowych Kart Polaka i zaświadczeń.
Następnie pojawiła się lista pytań — takich samych, jakie zwykle padają podczas rozmowy kwalifikacyjnej w sprawie Karty Polaka przy składaniu wniosku z tytułu polskiego pochodzenia. Zanim zdążyliśmy odpowiedzieć, pośrednik przysłał kolejne wiadomości: wykaz usług, linki do filmów o uzyskiwaniu polskiego obywatelstwa oraz wiadomości głosowe, w których opowiadał o korzyściach wynikających z posiadania Karty Polaka dla cudzoziemców w Polsce.
Niespodziewana oferta pracy zdalnej
Wkrótce sprawa przybrała nieoczekiwany obrót. Z tego samego konta otrzymaliśmy wiadomość po ukraińsku z propozycją pracy zdalnej. Główne wymagania — „umiejętność przekazania potencjalnemu klientowi potrzebnych informacji” i „nastawienie na wynik”. Pojawiło się podejrzenie, że chodzi o tę samą działalność „pośrednika” sprzedającego fałszywe zaświadczenia.
W wiadomości napisano, że firma działa w branży prawnej od pięciu lat i „pomaga ludziom w uzyskaniu dokumentów archiwalnych, Kart Polaka, obywatelstwa polskiego oraz innych zezwoleń”.
Za każdego pozyskanego klienta Antonio natychmiast obiecał 50% prowizji, twierdząc, że wysokość zarobków „zależy tylko od zaangażowania” i może sięgać 20–30 tys. hrywien (1,8–2,7 tys. zł) miesięcznie.
Do tego dołączył cennik: Karta Polaka bez korzeni — od 1500 euro, dokumenty do obywatelstwa polskiego — od 850 euro, zapytania archiwalne (poszukiwanie polskich korzeni) — od 150 euro, konsultacja prawnika — od 30 euro.
„Z wami nawet nie będą chcieli rozmawiać. A nas znają i nam to zrobią”
Później udało nam się dodzwonić do rozmówcy. Numer, na który zarejestrowane było konto, okazał się ukraiński. Mężczyzna z ukraińskim akcentem zapytał o narodowość dziennikarki i o to, czy ma polskie korzenie. Gdy usłyszał, że klientka jest z Białorusi i nie ma polskiego pochodzenia, zaproponował „znaleźć odpowiednie organizacje na Białorusi”, które pomogą przygotować „fałszywe” zaświadczenia z datą wsteczną.
Kiedy padły pytania o ceny i gwarancje, mężczyzna nagle przerwał rozmowę.
Po pewnym czasie z tego samego numeru zadzwoniła kobieta. Była znacznie bardziej rozmowna i wyjaśniła, że usługa kosztuje 2 tys. euro, a kluczowym dokumentem będzie zaświadczenie z polskiej organizacji o trzyletnim członkostwie w jej strukturach. Jak twierdziła, takie zaświadczenia wystawiają sami — „dogadują się z odpowiednią organizacją”, która wydaje dokument z datą wsteczną.
Pośredniczka doprecyzowała warunki: należy wpłacić zaliczkę w wysokości 600 euro, po czym klient zostaje „podłączony” do polskiej organizacji. Jeśli pierwsza odmówi, znajdą kolejną:
— Jeśli się nie zgodzą, są inne, trzecie organizacje. Zawsze znajdą się tacy, którzy się zgodzą — zapewniła rozmówczyni.
Na pytanie o gwarancje odpowiadała wymijająco:
— W internecie znajdziecie listę organizacji, możecie próbować dogadać się sami, ale wam się nie uda — oni z wami nawet nie będą chcieli rozmawiać. A nas znają i nam to zrobią.
Według pośredniczki, „schemat działa od dawna”, a „wielu już otrzymało takie zaświadczenia”. Zwrotu zaliczki nie przewidują:
— Nie, czegoś takiego nie ma. Jak już robimy, to do końca — dodała.
Dlaczego uważamy, że to oszuści
Po pierwsze, samo składanie fałszywych oświadczeń jest niezgodne z prawem. Po drugie, rozmówcy MOST mają poważne wątpliwości, że można łatwo uzyskać prawdziwe zaświadczenia polskich organizacji dla „lewych” osób. Najprawdopodobniej takie dokumenty zostaną odrzucone podczas rozpatrywania wniosku o Kartę Polaka.
Na Białorusi, ze względu na silne represje wobec polskiego środowiska, działalność organizacji nie jest w pełni sformalizowana. Trudno więc uwierzyć, że z Ukrainy można „dogadywać się” w sprawie zaświadczeń dla niezweryfikowanych osób.
W firmie Shukaj Radzimu, jednej z tych, które oficjalnie zajmują się poszukiwaniem polskich korzeni, również sceptycznie patrzą na możliwość uzyskania Karty Polaka na podstawie takich „zaświadczeń z organizacji”.
— Aby otrzymać Kartę Polaka na podstawie członkostwa w polskiej organizacji społecznej, trzeba być jej aktywnym członkiem przez co najmniej trzy lata. Aktywność to nie tylko obecność na wydarzeniach, ale realne zaangażowanie — udział w organizacji forów, konferencji, zjazdów i innych inicjatyw. W obecnych warunkach trudno sobie wyobrazić, kto i czym mógłby się zajmować na Białorusi na rzecz polskiej sprawy. Stąd pytanie: jeśli ktoś przynosi takie zaświadczenie, co faktycznie robił przez ostatnie trzy lata? Jeśli dokument wystawiono wcześniej, to dlaczego zgłasza się dopiero teraz? Co do ukraińskich organizacji pośredniczących, już wcześniej podchodzono do nich, delikatnie mówiąc, z dużą nieufnością — zbyt często pojawiały się fałszywe lub kupione zaświadczenia.
W Olsztynie obywatele Białorusi napotkali trudności przy rejestracji na złożenie dokumentów i rozmowę w sprawie uzyskania Karty Polaka. Ostatnia rejestracja została otwarta rano 25 sierpnia i zakończyła się w mniej niż minutę: wszystkie dostępne terminy zostały zajęte.
Karta Polaka to dokument potwierdzający przynależność do narodu polskiego. Ułatwia legalizację pobytu w Polsce, zapewnia swobodny dostęp do rynku pracy, a także pozwala ubiegać się o pomoc finansową i ulgi podatkowe przy repatriacji do tego kraju.
Według uczestników czatu tematycznego poświęconego zapisom system już w pierwszych sekundach albo nie pozwalał dokończyć wypełniania formularza, albo informował o braku wolnych terminów:
„W pierwszych sekundach już nie ma miejsc…”
„W drugiej minucie ani jednego wolnego terminu”.
Wielu łączy to z użyciem zautomatyzowanych programów (botów), wykorzystywanych przez pośredników do szybkiej rejestracji.
„Boty z agencji okazały się szybsze” — przypuszcza jeden z uczestników czatu.
Od 100 do 1000 zł
W firmie Shukaj Radzimu, która zajmuje się poszukiwaniem polskich korzeni, poinformowano, że przeprowadzono ankietę wśród wnioskodawców. Tylko 15% z nich zadeklarowało, że udało im się skutecznie zapisać.
— Przy tym pozostaje niejasne, czy zrobili to samodzielnie, czy z pomocą pośredników — zaznaczają w firmie.
W niektórych miastach rejestracja na złożenie dokumentów wygląda inaczej — odbywa się przez e-mail. W takim przypadku działanie botów jest wykluczone. W Olsztynie wolne terminy rezerwuje się przez stronę internetową — i są one natychmiast zajmowane za pomocą skryptów.
— Już w ubiegłym roku oferowano nam podobne usługi, obiecując zapisanie określonej liczby osób. Wszystko to daje podstawy, by sądzić, że sytuacja zasadniczo nie zmieniła się również teraz — mówią w firmie.
Cena usługi zależy od indywidualnych ustaleń — od 100 do 1000 zł, jak ustalił nasz rozmówca.
Specjaliści są przekonani, że problem da się rozwiązać, lecz wymaga to interwencji polskich urzędników. Należy wprowadzić zabezpieczenia przed botami i usprawnić system rejestracji.