„Powiedzieli, że to nie paszport”. Białoruscy uchodźcy nie zostali wpuszczeni na samolot do Mołdawii

Marina (imię zmienione) wraz z mężem wyjechała z Białorusi do Polski z powodu prześladowań politycznych. W 2023 roku młode małżeństwo otrzymało status uchodźców, a wraz z nim – paszporty genewskie. Miesiąc temu zaplanowali podróż do Mołdawii, jednak w ostatnim momencie zostali wycofani z lotu – z powodu braku „prawdziwych” paszportów. Marina próbowała odwołać się od decyzji, ale bezskutecznie. Swoją historią podzieliła się z redakcją MOST.

Paszport genewski to dokument podróży wydawany uchodźcom jako zamiennik paszportu narodowego, zgodnie z Konwencją Genewską z 1951 roku.

Na początku maja 2025 roku Białorusini planowali wyjazd do Mołdawii – chcieli zwiedzić kraj i kupić lek, którego nie udało im się znaleźć w Polsce. Do podróży przygotowywali się z wyprzedzeniem, zwracając szczególną uwagę na dokumenty.

Wiedzieli, że obywatele Białorusi mogą wjeżdżać do Mołdawii bez wizy. Jednak ich białoruskie paszporty już straciły ważność. Nawet gdyby były aktualne, jako uchodźcy nie powinni ich używać – nie mogą bowiem korzystać z ochrony swojego państwa. Do podróży powinni zatem używać paszportów genewskich.

Marina zaczęła więc szukać informacji, czy osoby podróżujące do Mołdawii z paszportem genewskim i kartą pobytu w Polsce potrzebują wizy.

– Zadzwoniliśmy do ambasady [mołdawskiej] w Warszawie. Powiedziano nam, że fizyczne wizy nie istnieją, są tylko elektroniczne. Jednocześnie poinformowano, że wiza nie jest potrzebna i że możemy jechać. Ale [ostrzegli], że straż graniczna w Mołdawii może nas nie wpuścić, jeśli figurujemy na liście osób, których obecność w kraju jest niepożądana – wspomina Marina.

Dziewczyna uznała, że nie otrzymała jednoznacznej i konkretnej odpowiedzi. Para zdawała sobie sprawę, że podróż może się skończyć problemami na granicy, ale mimo to postanowili zaryzykować.

Wcześniej redakcja MOST zwróciła się do ambasady Mołdawii w Polsce z pytaniem, czy obywatele Białorusi mogą wjechać do kraju na podstawie polskiego dokumentu podróży dla cudzoziemca (można go otrzymać nawet bez statusu uchodźcy, jeśli dana osoba nie ma możliwości powrotu do kraju w celu uzyskania paszportu narodowego). W odpowiedzi ambasada poinformowała, że obywatele Białorusi mogą podróżować do Mołdawii z polskim dokumentem podróży dla cudzoziemca oraz ważną kartą pobytu w Polsce. Wiza nie jest wymagana. Jednocześnie pracownicy ambasady zaznaczyli, że kwestie związane z przekraczaniem granicy państwowej leżą w gestii Policji Granicznej Republiki Mołdawii.

Pięć minut przed odjazdem zostali wyproszeni z autobusu

Jako przewoźnika lotniczego Marina i jej mąż wybrali linię Wizz Air. Zanim jednak kupili bilety, postanowili się upewnić – wysłali do przewoźnika zapytanie, czy mogą podróżować z genewskimi dokumentami podróży i polskimi kartami pobytu, a także czy potrzebują wizy do Mołdawii.

– Otrzymaliśmy standardową odpowiedź, najprawdopodobniej automatyczną. Nie było tam żadnych konkretnych informacji – mówi Marina.

Na lotnisku dokument genewski wzbudził wątpliwości podczas odprawy, ale ostatecznie wszystko przebiegało bez problemów. Para przeszła odprawę biletowo-bagażową, kontrolę graniczną i kontrolę dokumentów przy wejściu na pokład.

– Wsadzili nas do autobusu, który miał zawieźć pasażerów do samolotu. I dosłownie pięć minut przed odjazdem podbiegł do nas pracownik lotniska, wyrwał nam z rąk [genewskie] paszporty i powiedział, że musi coś sprawdzić – wspomina Marina. – Pobiegliśmy za nim. [W strefie kontroli przed wejściem na pokład] siedziała już inna pracownica. Powiedziała, że potrzebujemy wizy.

Marina próbowała wyjaśnić, że pisali do linii lotniczej z pytaniem o dokumenty i że wcześniej byli już w Gruzji – i nie było żadnych problemów. To jednak niczego nie zmieniło.

– Odpowiedziała: „Do Gruzji mogliście pojechać, ale tutaj (czyli do Mołdawii – przyp. red. MOST) – już nie” – relacjonuje Marina.

Nazwisk nie podano, decyzji odmowy nie wydano

Wówczas Marina próbowała dowiedzieć się, dlaczego w ogóle zostali odprawieni na lot i przepuszczeni do wejścia na pokład, skoro już wtedy było wiadomo, że nie mają wiz. Jak mówi, wraz z mężem „nie naciskali” na pracowników, a spokojnie starali się wyjaśnić swoją sytuację. To jednak niczego nie zmieniło – samolot odleciał bez nich.

– Oni nawet nie znają przepisów: z paszportami genewskimi nie możemy podróżować na białoruskich paszportach, nawet jeśli są ważne. A oni po prostu powiedzieli, że to nie jest paszport.

Małżeństwo próbowało ustalić nazwiska osób, które podjęły decyzję, ale pracownicy odmówili podania takich informacji. Nie wydano im również żadnych dokumentów potwierdzających odmowę wejścia na pokład.

– Później ktoś doradził mi, że powinniśmy byli wezwać policję. Ale moim zdaniem to i tak nic by nie zmieniło – mówi Marina. – Główny problem polega na tym, że [pracownicy lotnisk i linii lotniczych] mają bardzo małą wiedzę na temat paszportów genewskich.

„Prawa tych ludzi nie są słyszane”

Po powrocie do domu małżeństwo wysłało do linii lotniczej e-mail, w którym szczegółowo opisało zaistniałą sytuację i poprosiło o zwrot kosztów biletów. W odpowiedzi przewoźnik poinformował, że działania jego pracowników były zgodne z wewnętrznymi regulacjami firmy.

– Oczywiście można iść do sądu i próbować nadać temu większy rozgłos, ale [koszt] biletów nie jest wart ani czasu, ani pieniędzy, które wydalibyśmy na prawników – mówi Marina.

Jej zdaniem, problem z liniami lotniczymi powinien być rozwiązywany na poziomie politycznym.

– Prawa osób, które nie mają [narodowych] paszportów – i nie będą ich miały przez najbliższe lata – i które muszą gdzieś podróżować, po prostu nie są słyszane – uważa Białorusinka. – Ja mogę napisać skargę, ktoś inny też może, ale to za mało, bo przez linie lotnicze codziennie przewijają się dziesiątki tysięcy pasażerów. Dlatego potrzebna jest komunikacja struktur politycznych z zarządami linii lotniczych.

Białoruska opozycja żąda przywrócenia możliwości wydawania paszportów za granicą

Sojusznicy białoruskich sił demokratycznych prowadzą z reżimem Łukaszenki rozmowy dotyczące zniesienia „dekretu paszportowego”, który uniemożliwił otrzymywanie paszportów za granicą. O tym w wywiadzie dla „Zierkała” opowiedział główny doradca Swiatłany Cichanouskiej, Franak Wiaczorka. Rozmowa dotyczyła projektu paszportu Nowej Białorusi.

„To jedno z naszych postulatów w negocjacjach prowadzonych przez naszych sojuszników z reżimem. Zniesienie dekretu [paszportowego] przewija się przez nie jak czerwona nić. Jeśli Łukaszenka chce, by paszport Nowej Białorusi nie był wydawany, powinien znieść zakaz świadczenia [tych] usług konsularnych Białorusinom za granicą. Na razie reżim nie idzie na żadne ustępstwa” — powiedział Franak Wiaczorka.

Zaznaczył, że władze jak dotąd nie zareagowały na te postulaty, a „sytuacja tylko się pogarsza — ludzi zatrzymuje się po powrocie zza granicy w celu uzyskania nowego paszportu”.

Wydawanie paszportów to niejedyny postulat sił demokratycznych.

„Samo zniesienie jednego dekretu nie wystarczy. Uważam, że potrzebny jest cały pakiet działań: zniesienie dekretu, umożliwienie Białorusinom powrotu, zakończenie procesów zaocznych, umorzenie postępowań karnych wobec Białorusinów za granicą. Jeśli to zostanie zrobione, możemy rozważyć także zamknięcie projektu paszportowego. A dokładniej — jego zawieszenie. Paszport, sankcje, sądy międzynarodowe — to wszystko są narzędzia do zmiany sytuacji” — uważa Wiaczorka.