„Miasto żywej historii”. Odwiedziliśmy Tykocin – turystyczną perłę Podlasia – i znaleźliśmy wiele wspólnego z Białorusią

„Miasto żywej historii”. Odwiedziliśmy Tykocin – turystyczną perłę Podlasia – i znaleźliśmy wiele wspólnego z Białorusią

Rynek w Tykocinie. Fot. MOST

Ruslan Kulevich
Ruslan Kulevich

18 czerwca 2025, 16:03

Tykocin, niewielkie miasteczko w województwie podlaskim, uchodzi za turystyczny must have. W tym roku obchodzi 600-lecie istnienia. Doświadczony podróżnik i czytelnik MOST odwiedził je, odnalazł wiele śladów związanych z historią Białorusi i podzielił się swoimi wrażeniami.

Wyjeżdżając drogą ekspresową z Białegostoku w stronę Warszawy, na znakach drogowych migają nazwy miejscowości: Parosły, Krupniki, Aliszki, Łyski, Żółtki, Choroszcz. Przed II wojną światową wielu mieszkańców tych terenów mówiło po białorusku, a niektórzy świadomie nazywali siebie Białorusinami i nawet prenumerowali prasę białoruską z Wilna.

Granicą białoruskiego obszaru etnograficznego była wówczas rzeka Narew. „Strona polska” – tak w okresie międzywojennym lokalni korespondenci białoruskich czasopism nazywali lewy brzeg Narwi – właśnie tam się kierujemy. To właśnie po „polskiej” stronie leży Tykocin.

– Przejechaliśmy przez Narew – konstatuje moja towarzyszka. Zjeżdżamy z ekspresówki na węższą drogę do Tykocina. Pierwsza wieś, do której trafiamy, to Złotoria.

Kościół w Złotorii został zbudowany przez lokalnych chłopów w ciągu jednego roku – w 1919 roku, kiedy Polska właśnie odzyskała niepodległość. Jest drewniany, niewielki, ale zgrabny i harmonijny. Na ganku spotykamy starszego proboszcza.

– Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Czy możemy zobaczyć kościół?

– A, tak, proszę bardzo – mówi ksiądz i otwiera nam kościół. Gdy zauważa, że robię zdjęcia, odchodzi do zakrystii, aby włączyć światło.

Kościół w Złotorii
Kościół w Złotorii. Fot. MOST

Nietynkowane ściany ozdobione są polichromiami — scenami z Pisma Świętego i wizerunkami świętych. Sufit pokryty jest ornamentem. Na tle tej skromności wyróżnia się biało-złoty ołtarz główny z wyraźnymi cechami baroku. Ołtarz jest starszy niż sam kościół — został wykonany w XVII wieku i pierwotnie znajdował się w starym kościele w Płonce.

Pod chórem zauważam niewielką ikonę świętego Kazimierza, patrona Litwy.

Muszę przyznać, że bardzo lubię takie niewielkie wiejskie kościoły, o których rzadko pisze się w przewodnikach turystycznych.

Kościół w Złotorii
Kościół w Złotorii. Fot. MOST

Droga ze Złotorii do Tykocina bardzo przypomniała mi drogi na białoruskiej prowincji. Asfaltowa, ale dość wąska, a miejscami drzewa i krzewy rosną tuż przy samej drodze. Jedyna istotna różnica w krajobrazie — to czerwone maki, które tutaj rosną wszędzie. Na Białorusi maki zostały niemal całkowicie usunięte w ramach walki z narkomanią.

Kiedy wjeżdżamy do Tykocina, asfalt ustępuje miejsca brukowi. I takich brukowanych uliczek w Tykocinie jest większość. Nie są zbyt przyjemne do jazdy samochodem, ale pomagają stworzyć przytulną atmosferę dawnego miasta.

W barokowych, szeroko rozstawionych wieżach kościoła Świętej Trójcy przy tykocińskim rynku widać charakterystyczny styl Jana Henryka Klema, który był nadwornym architektem potężnego wówczas hetmana wielkiego koronnego Jana Klemensa Branickiego. Łatwo dostrzec podobieństwo do budowli, które Klem wznosił dla Branickich w Choroszczy, Bielsku i Białymstoku.

Obrazy do bocznych ołtarzy tego kościoła malował Szymon Czechowicz, który realizował również zamówienia dla kościołów wileńskich i kolegium jezuitów w Połocku.

Pośrodku rynku wznosi się pomnik Stefana Czarnieckiego, który w XVII wieku zasłużył się dla Rzeczypospolitej w bitwach z Kozakami, Moskalami i Szwedami. Wzmianka o Czarnieckim znajduje się w hymnie Polski. Pomnik wzniósł jego potomek Jan Klemens Branicki. W przeciwieństwie do swojego pradziada nie wygrał żadnej bitwy. A pomnik Czarnieckiego w Tykocinie, ustawiony w 1763 roku, uchodzi za drugi najstarszy świecki pomnik w Polsce. Na cokole zachował się długi napis po łacinie, z którego łatwo rozszyfrować jedynie słowa Liberator Patriae — „Wyzwoliciel Ojczyzny”.

Stefan Czarniecki
Pomnik Stefana Czarnieckiego. Fot. Fczarnowski / Wikimedia Commons

Około stu obiektów w Tykocinie uznanych jest za zabytki historyczne.

Miejscowość powstała na pograniczu Mazowsza i Wielkiego Księstwa Litewskiego, gdzie trakt z Połocka i Wilna do Krakowa i Poznania przecinał rzekę Narwię. Prawa miejskie nadał Tykocinowi książę mazowiecki Janusz I Starszy w 1425 roku — dlatego miasto w tym roku obchodzi 600-lecie. Z tej okazji na rynku ustawiono instalację z napisem: „Tykocin — miasto żywej historii”. Niedługo później Tykocin znalazł się w składzie Wielkiego Księstwa Litewskiego, a po unii lubelskiej w 1569 roku przeszedł do Korony Królestwa Polskiego.

Tykocin
Instalacja z okazji 600-lecia Tykocina. Foto: MOST

Na początku XVI wieku właścicielem Tykocina został Albrecht Gasztołd — najbogatszy człowiek na Litwie. Gasztołd brał udział w wielu wojnach z państwem moskiewskim, a w 1518 roku rozgromił Moskali pod Połockiem. Legenda głosi, że wówczas cudownie ukazał się święty Kazimierz, wskazując brod przez Dźwinę. Na Podlasiu Gasztołd prowadził prywatną wojnę z sąsiadem — wojewodą wileńskim Mikołajem Radziwiłłem, który posiadał dobra ze stolicą w pobliskim Goniądzu. Sekretarzem Radziwiłła był ksiądz Mikołaj Hussowczyk, autor „Pieśni o żubrze”, znanej każdemu absolwentowi białoruskiej szkoły. To właśnie gdzieś w tych okolicach ksiądz Hussowczyk zbierał wrażenia do swojego nieśmiertelnego poematu.

Dokądkolwiek pojedziesz w województwie podlaskim, na pewno natkniesz się na coś związanego z białoruską historią!

W 1522 roku Albrecht Gasztołd zaprosił do Tykocina dziesięć żydowskich rodzin z Grodna. Dzięki temu lokalna wspólnota żydowska stała się jedną z najstarszych w województwie podlaskim i jedną z najbogatszych. W murowanej synagodze z 1642 roku obecnie mieści się muzeum. Wnętrze pieczołowicie odtworzono — na ścianach można zobaczyć zapisane hebrajskimi literami słowa psalmów i modlitw, miejscami przeplatane roślinnymi i zwierzęcymi ornamentami, wśród których można dostrzec bociana i wiewiórkę.

Synagoga w Tykocinie
Synagoga w Tykocinie. Fot. MOST

Synagoga wyróżnia się spośród zabudowy intensywnie różowym kolorem ścian. Kolor może wydawać się nietypowy, ale właśnie takich farb używano w czasach baroku — i to na ich podstawie współcześni konserwatorzy odtworzyli historyczny wygląd budynku.

— Nam, miejscowym, też na początku trudno było się przyzwyczaić [do różowego koloru] — przyznaje pracowniczka muzeum. Sama ma na sobie różową bluzkę.

synagoga tykocin
W synagodze. Fot. MOST

W synagodze oglądamy obrazy o tematyce żydowskiej, namalowane przez Józefa Charytona. Pochodził z Siemiatycz na Podlasiu. I tu znajduję punkt styczności z historią Białorusi — artysta malował polichromie w kościele w Wołczynie, przez pewien czas mieszkał w Wysokiem koło Brześcia i był tam świadkiem Zagłady.

W Tykocinie Żydów zamordowali naziści już na początku okupacji, w sierpniu 1941 roku. Kiedy prowadzono ich na egzekucję, szyderczo kazano muzykom grać „Hatikvę”, obecny hymn Izraela.

W synagodze.
W synagodze. Fot. MOST

Zaglądamy jeszcze na cmentarz żydowski. Wracając na rynek, zauważamy stragan z pamiątkami i antykami. Moja towarzyszka przegląda monety z różnych stron świata — są tu pieniądze z Azji, Afryki, a także międzywojenne monety z różnych krajów Europy. Ja zaś zaglądam do pudełka ze znaczkami pocztowymi, mając nadzieję znaleźć międzywojenne stemple z rodzinnego województwa wileńskiego. Nie znajduję.

Właściciel najwyraźniej usłyszał moją białoruską mowę, a może zauważył moją koszulkę z biało-czerwono-białą flagą — na chwilę wszedł do domu i szybko wrócił.

— Widzę, że pan z Białorusi. Proszę, może pana to zainteresuje — mówi i pokazuje mi miedzianą monetę „boratynkę” z Pogonią. Ostatnia cyfra daty się starła, ale moneta pochodzi z lat 60. XVII wieku, kiedy Stefan Czarniecki pokonał wojska moskiewskie pod Połonką, niedaleko Słonimia.

Miło mi, że dla właściciela Białoruś kojarzy się właśnie z Pogonią i dziedzictwem Wielkiego Księstwa Litewskiego. Kupuję tę boratynkę, choć tak naprawdę nie jest mi specjalnie potrzebna.

— U nas na zamku pracuje jako przewodnik chłopak z Białorusi — mówi handlarz.

Zamek w Tykocinie to ważny punkt na mapie Podlasia. To tutaj Zygmunt August przechowywał swoje arrasy (dziś są w Wawelu w Krakowie), a w ostatni dzień 1655 roku zmarł hetman WKL Janusz Radziwiłł, który próbował zerwać unię z Polską i zawrzeć sojusz ze Szwecją.

Zamek w Tykocinie
Zamek w Tykocinie. Fot. Jolanta Dyr / Wikimedia Commons

Wracamy na Rynek, kupujemy kawę i lody. W Tykocinie nie brakuje miejsc, gdzie można napić się kawy, coś zjeść, kupić pamiątki czy przenocować. Miejscowi mieszkańcy zarabiają dzięki turystom.

Idziemy wąską brukowaną uliczką wzdłuż muru klasztornego. Mur bardzo przypomina ogrodzenie klasztoru karmelitów bosych w Głębokiem.

tykocin
Zaułek przy klasztorze. Fot. MOST
Mur klasztorny
Mur klasztorny. Fot. MOST

Docieramy do brzegu Narwi i siadamy na ławce na zadbanym, wybrukowanym kamieniem nabrzeżu. Po rzece płynie statek wycieczkowy — dzieci są na wycieczce. W oddali wznoszą się stalowe łuki mostu z początku XX wieku.

Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności – Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego ze środków Rządowego Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030.

Podobne artykuły