Zarabia 100 tysięcy rocznie, ale nie dostał karty rezydenta. Urząd uznał, że jego dochody są „niestabilne”

Zarabia 100 tysięcy rocznie, ale nie dostał karty rezydenta. Urząd uznał, że jego dochody są „niestabilne”

Żródło: Alicia Christin Gerald / Unsplash

MOST
MOST

4 listopada 2025, 09:04

Białorusinowi D. odmówiono karty rezydenta, ponieważ nie spełnił wymogu dotyczącego dochodu. Zarabia 100 tys. zł rocznie, podczas gdy prawo wymaga posiadania co najmniej 1 tys. zł miesięcznie. Portal Devby sprawdził, na czym polegał problem.

Zezwolenie na pobyt rezydenta długoterminowego UE to rodzaj zezwolenia na pobyt w Polsce, które wydaje się cudzoziemcowi na czas nieokreślony i które daje nieograniczony dostęp do rynku pracy.

Główne warunki uzyskania karty to: pięć lat legalnego i nieprzerwanego pobytu w Polsce oraz stabilny i regularny dochód. Co to oznacza:

  • dochód wpływa co miesiąc;
  • co najmniej 1010 zł dla osoby samotnej lub 823 zł na członka rodziny w 2025 roku;
  • dochód jest legalny (pieniądze otrzymane w prezencie się nie liczą).

Z jakich powodów można otrzymać odmowę przyznania karty rezydenta długoterminowego UE:

  • nie zostało spełnione wymaganie dotyczące pięcioletniego legalnego i nieprzerwanego pobytu na terytorium Polski;
  • nie zostało spełnione wymaganie dotyczące stabilnego i regularnego dochodu w ciągu ostatnich trzech lat;
  • brak ubezpieczenia zdrowotnego;
  • brak certyfikatu znajomości języka polskiego na poziomie B1;
  • wnioskodawca został uznany za zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego.

Skąd się wzięły „dziury” w dochodzie

D. pracuje poprzez inkubator przedsiębiorczości na podstawie umowy o dzieło już ponad pięć lat. Na początku 2025 roku złożył wniosek o kartę rezydenta UE.

— W urzędzie poproszono o wyciągi z mojego konta bankowego, żeby przeanalizować dochody z ostatnich trzech lat pod kątem ich „wystarczalności i stabilności” — opowiada. — Z tym pojawił się problem: chociaż mój roczny dochód według deklaracji PIT wynosi około 100 tysięcy złotych, te pieniądze wpływają na moje osobiste konto nieregularnie, dlatego w ciągu trzech lat uzbierało się sześć miesięcy (cztery razy po jednym miesiącu i jeden raz dwa miesiące z rzędu), kiedy nie było żadnych wpływów. Choć w sąsiednich miesiącach otrzymywałem kwoty wystarczające na dwa miesiące. Na przykład w styczniu — 6000 zł, w lutym — nic, w marcu — 9000 zł. W rezultacie zadzwoniła do mnie inspektorka i powiedziała, że z powodu tych przerw nie może uznać moich dochodów za wystarczające i stabilne, chociaż — powtarzam — według deklaracji wychodzi około 100 tysięcy złotych rocznie.

Inspektorka zaproponowała, żebym przyszedł i zabrał wniosek, nie czekając na negatywną decyzję. Ale D. postanowił tego nie robić — poczekać na odmowę i złożyć odwołanie (pomogła je napisać uczestniczka czatu, na którym opisał swój problem).

W odwołaniu powoływał się na specyfikę umowy o dzieło, która opiera się na osiągnięciu rezultatu, a nie na samym procesie pracy. Twierdził, że w ramach takiej umowy wynagrodzenie jest wypłacane po wykonaniu pracy, dlatego ważne jest całkowite wynagrodzenie za cały okres obowiązywania umowy, a nie częstotliwość wypłat.

„Poza tym w tych okresach nie byłem obciążeniem dla systemu pomocy społecznej, nie miałem prawa do zasiłków socjalnych i pracowałem na podstawie umowy o dzieło. Na moim koncie był dodatni stan środków, w wysokości w pełni pokrywającej moje wydatki na życie, znacznie przekraczającej minimalną wymaganą kwotę” — napisano również w odwołaniu.

„Złożyłem odwołanie, ale odrzucono mnie z powodów formalnych”

Nie. Odwołania nawet nie przyjęto.

— Urząd wydał negatywną decyzję i wysłał ją pocztą, ale otrzymałem list z opóźnieniem, przez co termin złożenia odwołania został przekroczony — mówi D. — Cały czas zasypywałem ich mailami: czy wysłaliście decyzję? Kiedy w końcu odpowiedzieli, że tak, poprosiłem o numer przesyłki, ale go nie podali. Czekałem więc miesiąc, listu nie było, napisałem ponownie — wtedy dopiero dostałem numer śledzenia. Okazało się, że przesyłka już „przeterminowała się”: podobno dwa razy próbowano ją doręczyć, ale bez skutku. Złożyłem odwołanie, lecz odrzucono mnie z powodów formalnych — uznano, że skoro poczta dwukrotnie próbowała doręczyć list, to uznaje się go za doręczony, a 14 dni na odwołanie już minęło. Do dziś nie wiem, czy to pech z pocztą, czy może oni specjalnie wysyłają pisma w taki sposób, że nie docierają.

Co dalej

W przypadku D. sytuacja jest nieprzyjemna, ale nie dramatyczna.

— Mam jeszcze dość świeży czasowy pobyt — po prostu na wiosnę złożę nowy wniosek o rezydenta. Dochody analizuje się za ostatnie trzy lata, teraz dokładnie pilnuję, żeby wpływy były ciągłe, więc stare „dziury” się zapełniają, a nowe już się nie pojawiają — mówi.

Podobne artykuły