W Warszawie przyjęto do wymiany przedawnione białoruskie prawo jazdy
Zdjęcie ma charakter ilustracyjny. Źródło: Vlad Deep / Pexels.com
Termin ważności białoruskiego prawa jazdy Marii upłynął trzy lata temu. Kobieta nie może wrócić na Białoruś, by wymienić dokument, ze względów bezpieczeństwa. Przez cały ten czas nie mogła prowadzić samochodu i była przekonana, że znalazła się w sytuacji bez wyjścia. Niedawno jednak polskie przepisy złagodzono: teraz można wymienić na polskie nawet zagraniczne prawa jazdy po terminie ważności. Maria zgłosiła się do urzędu — i tam bez problemu przyjęto jej dokument do wymiany. Swoją historią podzieliła się z MOST.
Co do zasady, narodowe prawo jazdy można wymienić na polskie po 185 dniach pobytu w Polsce w ciągu roku kalendarzowego. Potrzebny jest przy tym dokument potwierdzający autentyczność zagranicznego prawa jazdy — zwykle zaświadczenie z konsulatu. Z obowiązku jego przedstawienia zwolnione są osoby, którym kontakt z władzami własnego państwa może zagrażać bezpieczeństwu. Dotyczy to m.in. osób ze statusem uchodźcy, ochroną uzupełniającą, wizą humanitarną lub kartą pobytu wydaną na tej podstawie.
Do niedawna jednak wymianie podlegały wyłącznie ważne prawa jazdy. Dokument Marii stracił ważność na początku 2023 roku.
— Byłam pewna, że przedawnione białoruskie prawo jazdy to ślepa uliczka — przyznaje.
Niedawno weszła jednak w życie nowa wersja ustawy o kierujących pojazdami. Z art. 14 ust. 1a wynika, że wymianie podlega także prawo jazdy po upływie terminu ważności.
Dlaczego Maria nie zrobiła prawa jazdy od nowa?
Maria rozważała zdawanie egzaminu w Polsce, ale szybko z tego zrezygnowała.
— Nie mam takiego poziomu polskiego, żeby swobodnie przejść kurs i zdać egzaminy. Do tego dochodzą wysokie koszty: kursy, dodatkowe godziny jazdy. To były dla mnie wydatki nie do udźwignięcia — tłumaczy.
O możliwości wymiany dowiedziała się od znajomej.
— Zaczęłam szukać informacji i okazało się, że to nie czyjś „przypadek”, tylko przepis prawa. Wtedy zdecydowałam się pójść do urzędu — mówi Maria.
Jak wyglądała procedura?
Maria zaczęła od obowiązkowych badań lekarskich. Badanie kosztowało 250 zł, a zaświadczenie otrzymała od razu — na 10 lat.
— To standardowy przegląd: wzrok, pytania o zdrowie, pomiar ciśnienia. Nie obyło się jednak bez wpadki: kiedy lekarz poprosił o odsłonięcie ręki do pomiaru ciśnienia, z nerwów i przez niepewność językową rozebrałam się do pasa — śmieje się Maria. — Później obie się z tego uśmiałyśmy i badanie toczyło się dalej.
Następnie zrobiła tłumaczenie przysięgłe wygasłego białoruskiego prawa jazdy i udała się do urzędu dzielnicy właściwego dla miejsca zameldowania — na warszawski Targówek.
Tam Maria wypełniła wniosek, dołączyła tłumaczenie prawa jazdy i zaświadczenie lekarskie oraz opłaciła 100 zł opłaty.
— Urzędnik obejrzał dokumenty, poprosił o kartę pobytu, zobaczył mój status uchodźcy, zrobił kserokopię karty — i to wszystko. Dokumenty przyjął od razu — mówi Maria. — Nikt nie wspominał, że prawo jazdy jest przedawnione albo że mam szczególny status. Po prostu usłyszałam, żebym przyszła po polskie prawo jazdy za dwa tygodnie.