Jedna Miłość w Warszawie. Białoruska para podbiła turystyczne centrum pierogami
Iwan i Maria. Zdjęcie: MOST
Iwan pochodzi z Wołkowyska, gdzie działa jeden z najbardziej znanych białoruskich producentów pierogów (pielmieni). Nic więc dziwnego, że do tego produktu ma szczególny sentyment. Po emigracji do Polski najpierw lepił pierogi samodzielnie i sprzedawał je przez Facebooka, później otworzył restaurację specjalizującą się w pielmieniach, a następnie zmienił format działalności — dziś razem ze swoją partnerką Marią smaży pierogi w centrum Warszawy i częstuje nimi turystów z pięciu kontynentów. O swoim biznesie opowiedzieli w projekcie MOST „Białorusini mogą”.
Iwan i Maria poznali się przypadkiem. Kobieta najpierw wyjechała do Ukrainy, a gdy wybuchła wojna, przyjechała do Polski. Potrzebowała miejsca do zatrzymania się, a Iwan odpowiedział na ogłoszenie i zgodził się tymczasowo przyjąć pod dach nieznajomą. Od tamtej pory są razem. Swój biznes nazwali więc symbolicznie — Jedna Miłość.
Na Białorusi Iwan nie był związany z gastronomią. Zajmował się sprzedażą artykułów elektrycznych w segmencie B2B. Maria pracowała jako menedżerka i sprzedawczyni materiałów na dachy oraz ogrodzenia. W Polsce weszli jednak w zupełnie nową dla siebie branżę.
Na początku Iwan lepił pierogi w swojej kuchni i sprzedawał je przez Facebooka. Z czasem popyt rósł. Jak mówi, jego pielmieni są „lepsze niż wołkowyskie”, bo powstają ręcznie i z sercem.
We dwoje otworzyli na obrzeżach Warszawy restaurację z 50 miejscami. Po roku działalności uznali jednak, że wybrany format się nie sprawdził — lokal miał niewielką liczbę klientów.
Postanowili więc zmienić model biznesowy i otworzyli w centrum miasta niewielki pawilon o powierzchni 22 metrów kwadratowych. W pobliżu znajdują się dwa duże hotele — turystów nie brakuje, ruch jest nawet dziesięciokrotnie większy, a Jedna Miłość od razu przyciąga wzrok.
Na tak małej powierzchni nie da się jednak urządzić pełnowymiarowej kuchni. Dlatego pierogi według autorskich receptur Iwana są lepione w innym miejscu, następnie mrożone i dowożone do pawilonu. Na miejscu są smażone i gotowane. W menu oprócz pielmieni znajdują się także czebureki, zrazy, wareniki, a także zupy i sałatki. Jest na przykład śledź pod pierzynką — danie, za którym tęsknią na emigracji Białorusini, którzy nie gotują samodzielnie.
— Niemcy są zachwyceni naszym barszczem z wołowiną — mówi Maria. I dodaje, że dziś ich potrawy próbują turyści z pięciu kontynentów.