„Wydawało się, że jestem bezpieczna”. Białorusinka zauważyła, że z jej polskiej karty pobierane są pieniądze za cudze przejazdy taksówką po Tbilisi
Fot. Lexi Anderson / Unsplash
Minus 12 złotych za przejazd taksówką po Tbilisi. Widząc takie powiadomienie w aplikacji polskiego banku, Marina (imię zmienione) pomyślała, że to błąd. Na co dzień mieszka w Białymstoku i w Gruzji nie była od bardzo dawna. Wkrótce jednak okazało się, że zapłaciła także za kolejny przejazd. Przerażona Białorusinka zaczęła walczyć z nieznanymi „pasażerami”. W rozmowie z MOST opowiedziała, jak udało jej się rozwiązać problem.
Przestraszyłam się, że oszuści wyprowadzą 8 tysięcy złotych
Kiedyś Marina rzeczywiście mieszkała w Gruzji. Wyjechała tam z Białorusi w 2023 roku i spędziła w tym kraju trzy miesiące. Następnie otrzymała polską wizę i przeniosła się do Polski. W Gruzji korzystała z aplikacji taxi Bolt, powiązanej z gruzińskim numerem telefonu. Później zmieniła numer na polski.
Pierwsze powiadomienie z polskiego banku PKO Marina zignorowała. Jednak po kilku godzinach ktoś ponownie skorzystał z taksówki w Tbilisi. Tym razem z jej konta zniknęło około 8 złotych.
— Kwota była niewielka, ale sytuacja mnie zaniepokoiła. Jak ludzie w Gruzji uzyskali dostęp do mojego polskiego konta? — zastanawia się Białorusinka. — Poza tym na rachunku miałam ponad 8 tysięcy złotych. Bałam się, że jeśli oszuści mają dostęp do moich kont, mogą zabrać całą sumę.
Kogoś woził Dawiti i Artasza
Jeszcze tego samego dnia Marina wypłaciła wszystkie pieniądze z konta i skontaktowała się z obsługą klienta Bolt. Opisała problem i zapytała, jak to możliwe, że serwis pobrał opłaty za przejazdy, których nie zamawiała.
— Obsługa klienta odpowiadała bardzo wolno — jedno wiadomość co trzy–cztery godziny. Poprosili o przesłanie wyciągu z bankowości internetowej, który potwierdzałby obciążenia. Jako dodatkowy dowód dołączyłam też e-maile (powiadomienia od Bolt — przyp. MOST), które przychodziły na moją skrzynkę. Było tam widać, że na mój rachunek kierowcy Dawiti i Artasza wożą kogoś po Tbilisi — opowiada Marina.
Ktoś zamówił taksówkę w Gruzji — i obniżył ocenę prawdziwemu właścicielowi konta
Czekając na odpowiedź Bolt, Marina opowiedziała o sprawie znajomym. Okazało się, że problem nie jest wcale rzadki.
— Mój znajomy ma kartę litewskiego banku. Kiedyś pobrano z niej pieniądze, bo ktoś — znów w Gruzji — zamówił Bolt. Co więcej, po przejeździe obniżono ocenę właścicielowi konta. Poradził mi, żebym odpięła numer telefonu od usługi i w ten sposób rozwiązała problem — mówi Marina.
Ten wariant wydał jej się jednak nieskuteczny. Nie widziała związku między polskim numerem telefonu a obciążeniami polskiej karty.
— Uznałam, że problem leży albo po stronie samego Bolt, albo doszło do wycieku danych mojej karty — dodaje.
Zaczęła więc szukać w internecie informacji o podobnych przypadkach i sposobach radzenia sobie z nimi. Najwięcej historii dotyczyło litewskich banków — ich klienci skarżyli się, że aplikacje taxi pobierały pieniądze za przejazdy, których nie realizowali. Obsługa klienta niewiele pomagała, a policja radziła blokować karty.
„Jakiś Gruzin znów chciał się przejechać po Tbilisi”
Początkowo Marina nie chciała blokować karty — wciąż liczyła, że obciążenia się nie powtórzą.
— W bankowości internetowej PKO ustawiłam limity na transakcje online, a w aplikacji Bolt włączyłam weryfikację dwuetapową. Wydawało się, że jestem bezpieczna. Ale po dwóch dniach jakiś Gruzin znów chciał się przejechać po Tbilisi. Tym razem mu się nie udało — zadziałały limity. Ktoś kilka razy próbował zamówić taksówkę — relacjonuje Marina.
Choć tym razem nie straciła pieniędzy, sytuacja ją przeraziła. Poszła więc do banku, by wyjaśnić sprawę.
„Kartę mogli gdzieś zeskanować”
W PKO nie potrafiono ustalić, w jaki sposób nieznane osoby uzyskały dostęp do jej karty. Zasugerowano jednak, że mogła ona zostać „gdzieś zeskanowana”. Marina ma na ten temat inne zdanie.
— Prawie w ogóle nie używam fizycznej karty — płacę Apple Pay. Dlatego w wersję o „skanowaniu” karty trudno mi uwierzyć. Bardziej skłaniam się ku temu, że korzystałam z niezabezpieczonych miejskich sieci Wi-Fi i płaciłam kartą na marketplace’ach. Być może właśnie tam doszło do wycieku danych — przypuszcza.
W banku polecono jej natychmiast zablokować kartę i wyrobić nową do tego samego rachunku. Po pięciu dniach Marina otrzymała nową kartę — jak dotąd nie odnotowano żadnych podejrzanych obciążeń.
— Kiedy stara karta była już zablokowana, Bolt poprosił mnie o ocenę jakości wsparcia. Dałam jedynkę — nie kryje emocji Marina.