W Polsce odgarniał śnieg i odnawiał nagrobki. Dziś autor „Ptaków z narodem” sprzedaje obrazy za tysiące dolarów
Anton Radzivonau. Fot. archiwum prywatne
Białoruski artysta Anton Radzivonau pracował jako konserwator w Narodowym Muzeum Sztuki Białorusi i stworzył cykl „Ptaki z narodem”, poświęcony protestom z 2020 roku. Po przymusowym wyjeździe do Polski przyszło mu odnawiać nagrobki, pracować w magazynie i odgarniać śnieg. Dziś jego obrazy kupują zarówno w Polsce, jak i za oceanem, a jedna z prac znalazła nabywcę za 5 tys. dolarów. 14 sierpnia w Hajnówce otwarto wystawę artysty. Anton opowiedział MOST o życiu na emigracji.
Anton dorastał w Mińsku. Rysował od dzieciństwa: mama zapisała go do Pałacu Dzieci i Młodzieży, gdzie uczył się nie tylko rysunku, ale też pracy z ceramiką. Później był college i Akademia Sztuk Pięknych. Po studiach w ramach obowiązkowego przydziału do pracy trafił do Narodowego Muzeum Sztuki Białorusi. Najpierw zajmował się konserwacją ikon, później malarstwa. Zdobył trzecią kategorię zawodową konserwatora.
— Nie widziałem tam dla siebie perspektyw. Awans był bardzo trudny, a pensje niskie — poniżej 200 dolarów. Poza tym w tej branży wiele zależało od znajomości i układów — wspomina.
Z muzeum do IT
W końcu artysta postanowił pójść tam, gdzie za umiejętność rysowania płacono więcej — do branży IT. Zaczął tworzyć postacie do gier dla kasyn internetowych na podstawie cudzych szkiców. Pod względem finansowym życie stało się znacznie łatwiejsze.
— Nie mogę powiedzieć, że byłem całkowicie szczęśliwy, ale była to dobrze płatna praca, która pozwalała normalnie żyć — mówi.
W 2018 roku Anton razem ze znajomymi wynajął dużą pracownię w centrum Mińska. W ciągu dnia mógł pracować w IT, a później zajmować się własnymi obrazami.

Praca na cmentarzu i odgarnianie śniegu
25 lutego 2022 roku artysta wyjechał z Białorusi. W Polsce musiał praktycznie od zera układać sobie życie. Na początku pomogła Białoruska Rada Kultury: rodzina otrzymała 600 euro na wynajem mieszkania. Anton korzystał też z grantu twórczego, dzięki któremu mógł realizować projekty artystyczne.
W pierwszych miesiącach emigracji podejmował się jednak niemal każdej pracy. Znajoma pomogła mu znaleźć zatrudnienie przy renowacji prywatnego pałacu pod Wrocławiem. Płacono tam 25 zł za godzinę i zapewniano zakwaterowanie. Praca okazała się trudna nie tylko fizycznie: Anton nie dogadywał się z właścicielem pałacu i ostatecznie odszedł.
Później pracował na warszawskich Powązkach przy renowacji nagrobków. Zarabiał około 30 zł za godzinę, ale późną jesienią i zimą praca na zewnątrz była zimna i ciężka.
Zdarzały się też zupełnie przypadkowe zajęcia.
— Pamiętam, że pracowałem w magazynie, odgarniałem śnieg. Za cztery godziny dostałem 80 zł.
Jednym z kupujących był polski profesor sztuki
Z czasem Anton ponownie wrócił do grafiki komercyjnej. Obecnie tworzy między innymi dla branży gier, w tym pracuje przy projektach dla kasyn internetowych.
Na razie nie zamierza z tego rezygnować, ale coraz ważniejsze miejsce w jego życiu zajmuje malarstwo.
Głównymi klientami Antona są Polacy. W poszukiwaniu kupujących czasem pomaga mu znajoma Polka zajmująca się sprzedażą sztuki. Jego prace trafiają także do Białorusinów mieszkających w USA i Kanadzie.
Anton mówi, że ceny jego prac stopniowo rosną. Jeszcze na Białorusi najdroższy wówczas obraz sprzedał za około 3 tys. dolarów. Był to wykonany na zamówienie portret dziecka.
— W Polsce jednym z poważniejszych klientów został profesor sztuki. Poznaliśmy się podczas wycieczki po warszawskiej Pradze. Powiedziałem mu, że jestem artystą, pokazałem swoje prace i spodobały mu się. Później kupił dwa obrazy — każdy za około tysiąc dolarów — opowiada Anton.
Kolejną pracę kupił polski adwokat.
Jak dotąd osobistym rekordem Antona w Polsce jest obraz „Ptasie miasto”, który sprzedał za 5 tys. dolarów.
Koszulkę z ptakiem zamówiła urzędniczka
Anton stara się nie ograniczać do sprzedaży oryginalnych obrazów. Rozwija również merch z motywami z cyklu „Ptaki z narodem” — serii prac poświęconych białoruskim protestom z 2020 roku.
— Wiąże się z tym ciekawa historia z Warszawy. Kiedy przyszedłem do urzędu [w sprawach cudzoziemców — red. MOST], jedna z pracownic zwróciła uwagę na nadruk na mojej koszulce i ostatecznie zamówiła sobie taką samą, z wróblem — mówi Anton.
Takie przypadkowe spotkania również pomagają mu docierać do odbiorców w nowym kraju.

„Polacy przede wszystkim potrzebują polskich artystów”
Choć Anton w swojej twórczości często nawiązuje do wydarzeń z 2020 roku, nie sprowadza jej wyłącznie do bezpośredniego politycznego przekazu. Krytycznie podchodzi też do prób budowania twórczości wyłącznie wokół aktualnej białoruskiej tematyki politycznej. Jego zdaniem część białoruskich artystów zaczyna zbyt intensywnie eksploatować temat więźniów politycznych, represji i lęku.
Anton uważa, że stosunek do artysty w Polsce jest generalnie lepszy niż ten, z którym spotykał się na Białorusi. Konkurencja jest jednak bardzo duża.
— Polacy przede wszystkim potrzebują polskich artystów — uważa.
„Afryka przez pryzmat Białorusi”
Po przeprowadzce twórczość Antona się zmieniła. Artysta tłumaczy to nie tylko emigracją, ale też naturalnym rozwojem: zmieniają się technika i warsztat, pojawiają się nowe kolory i obrazy.
W jego pracach można znaleźć ptaki, fantastyczne miasta, motywy antyczne, zwierzęta i elementy mitologii. Zapytany, czy nadal obecna jest w nich Białoruś, Anton odpowiada bez wahania:
— Tak. Ona i tak jest obecna — w kolorach, obrazach, w tym, jak patrzę na świat. Nawet gdybym malował Afrykę, nadal byłaby to Afryka widziana przez pryzmat Białorusi.

„Tworzysz mimo wszystko”
14 sierpnia w Muzeum i Ośrodku Kultury Białoruskiej w Hajnówce otwarto indywidualną wystawę Antona „Na falach życia”. Jak mówi artysta, tytuł bardzo dobrze oddaje to, co działo się z nim w ostatnich latach.
— Masz małe dziecko, rodzinę, pracę, przeprowadzkę, różne problemy, ale mimo wszystko tworzysz. Wbrew wszystkiemu.
Pracownicy muzeum sami przyjechali po obrazy, przygotowali ekspozycję, zorganizowali wernisaż i wydali katalog.
— Przyjechałem i naprawdę poczułem się artystą. Było dużo ludzi. Dyrektor muzeum Tomasz bardzo ciepło o mnie mówił — opowiada Anton.
Na razie nie jest w stanie utrzymywać się wyłącznie ze sprzedaży własnych obrazów — praca komercyjna nadal jest częścią jego życia. Różnicę między nią a własną twórczością ujmuje jednak bardzo prosto:
— Praca daje mi możliwość iść dalej. A w obrazy wkładam całą duszę.