Rozwiodła się na Białorusi bez sądu. Przez to trzeci rok nie może złożyć wniosku o polskie obywatelstwo

Rozwiodła się na Białorusi bez sądu. Przez to trzeci rok nie może złożyć wniosku o polskie obywatelstwo

Zdjęcie ma charakter ilustracyjny. Źródło: Freepik.com

MOST
MOST

27 maja 2026, 09:06

Iryna planowała złożyć dokumenty o polskie obywatelstwo jeszcze w 2024 roku, ale do dziś tego nie zrobiła. Powodem okazał się jej białoruski akt rozwodu. Kobieta rozwiązała małżeństwo nie w sądzie, lecz w urzędzie stanu cywilnego. Dopiero niedawno udało jej się rozwiązać biurokratyczne problemy, które pozwolą jej wreszcie złożyć wniosek o obywatelstwo. O długiej walce z biurokracją opowiedziała MOST.

Iryna ma 32 lata. W Polsce mieszka od pięciu lat, a w 2023 roku otrzymała zezwolenie na pobyt stały na podstawie Karty Polaka. Rok później planowała złożyć dokumenty o polskie obywatelstwo, ale przygotowania rozpoczęła wcześniej. Musiała między innymi zarejestrować, czyli umiejscowić, białoruskie akty stanu cywilnego: akt urodzenia, akt pierwszego małżeństwa, akt rozwodu i akt drugiego małżeństwa.

Umiejscowienie to wpisanie do polskich rejestrów państwowych dokumentów wydanych za granicą.

Iryna zwróciła się do polskiego urzędu stanu cywilnego, ale tam okazało się, że nie uda się zarejestrować aktu rozwodu: potrzebny był numer sprawy sądowej. Iryna go nie miała, ponieważ jej rozwód został przeprowadzony w urzędzie stanu cywilnego.

Na Białorusi taka procedura jest możliwa, jeśli małżonkowie nie mają małoletnich dzieci ani sporów majątkowych. W Polsce podobnej procedury nie ma — wszystkie rozwody odbywają się na drodze sądowej.

„Byliśmy po rozwodzie od sześciu lat i nie utrzymywaliśmy kontaktu”

Ten problem można jednak rozwiązać. W takich przypadkach przewidziana jest procedura uznania zagranicznego orzeczenia rozwodowego. Zajmują się tym sądy okręgowe właściwe dla miejsca zamieszkania wnioskodawcy w Polsce, a jeśli obie strony mieszkają za granicą — Sąd Okręgowy w Warszawie.

Iryna zwróciła się do Sądu Okręgowego w Katowicach. Tam jednak pracownica kancelarii uznała, że skoro ani Iryna, ani jej były mąż nie są obywatelami Polski, sprawa powinna być rozpatrywana w stolicy.

Wtedy Białorusinka wysłała dokumenty do Sądu Okręgowego w Warszawie, ale po dwóch latach i miesiącu zostały one odesłane z powrotem — zgodnie z właściwością miejscową.

Po tym w sprawie wreszcie coś ruszyło, jednak Irynę czekała kolejna niespodzianka. Okazało się, że były mąż, który na stałe mieszka na Białorusi, musi zostać powiadomiony o rozpoczętym w Polsce postępowaniu sądowym.

— W tamtym momencie byliśmy już po rozwodzie od sześciu lat i w ogóle nie utrzymywaliśmy kontaktu — wyjaśnia Białorusinka. — Musiałam się z nim skontaktować i poprosić, żeby odebrał pismo.

W ten sposób Iryna dowiedziała się, że pismo zostało doręczone mężczyźnie z udziałem białoruskiego sądu. Na tej podstawie uznała, że we wniosku wystarczy podać aktualny adres byłego męża, a jeśli sąd nie będzie mógł doręczyć pisma, zostanie to potraktowane jako potwierdzenie próby prawidłowego zawiadomienia strony o postępowaniu.

Sprawę zamknięto po prawie trzech latach

Kilka dni temu Iryna otrzymała powiadomienie z sądowego portalu online, że sprawa została zakończona na jej korzyść — po dwóch latach i dziesięciu miesiącach od złożenia dokumentów w Warszawie.

Teraz Białorusinka czeka na pisemne postanowienie, które ma otrzymać pocztą. Po jego otrzymaniu będzie mogła dokończyć rejestrację aktu rozwodu w Polsce, a także zarejestrować nowy akt małżeństwa.

— Pracownica urzędu kiedyś zażartowała, że mój mąż, według polskich ksiąg stanu cywilnego, nadal jest kawalerem — mówi Białorusinka.

Podobne artykuły