„Nie miałem siły nawet wziąć prysznica”. Białorusin zadzwonił pod 112 i trafił do szpitala psychiatrycznego
Rusłan. Fot. z jego prywatnego archiwum.
Na Białorusi u Rusłana zdiagnozowano chorobę afektywną dwubiegunową, ale po przeprowadzce do Polski przestał przyjmować leki. Uznał, że poradzi sobie sam. W tym roku jego stan pogorszył się na tyle, że przestał normalnie jeść i pracować, a później pojawiły się natrętne myśli samobójcze. Mężczyzna sam zadzwonił pod numer 112 i trafił do warszawskiego Szpitala Nowowiejskiego. Rusłan opowiedział MOST, jak wygląda jego leczenie i czym polski szpital psychiatryczny różni się od tego, w którym wcześniej przebywał w Białorusi.
„Myślałem, że poradzę sobie sam”
Rusłan ma 29 lat. Jak mówi, miał trudne dzieciństwo: w domu często dochodziło do kłótni i bójek. Z rodzicami nie utrzymuje kontaktu od około czterech lat.
W 2018 roku Rusłan po raz pierwszy trafił do szpitala psychiatrycznego na Białorusi. Jak opowiada, zdiagnozowano u niego wówczas chorobę afektywną dwubiegunową.
Po protestach w 2020 roku mężczyzna wyjechał do Polski i zamieszkał w Warszawie. W związku z przeprowadzką i rozpoczęciem nowego życia przestał przyjmować przepisane mu leki.
— Nowe wrażenia związane z Polską… i przerwałem leczenie farmakologiczne. Myślałem, że poradzę sobie sam — mówi Rusłan.
Około dwóch lat temu jego stan ponownie zaczął się pogarszać. Rusłan próbował sobie z tym radzić poprzez sport, wyjeżdżał w góry, zażywał substancje psychoaktywne. To jednak nie rozwiązywało problemu.
„Nie byłem już w stanie nawet sam się wyżywić”
W tym roku było znacznie gorzej. Rusłan mówi, że doszedł do stanu, w którym brakowało mu sił nawet na codzienne czynności.
— Nie byłem już w stanie nawet sam się wyżywić. Fizycznie nie mogłem pójść do pracy. Nie miałem siły, żeby wziąć prysznic czy przygotować sobie jedzenie. Schudłem około dziesięciu kilogramów, bo po prostu nie jadłem — mówi Rusłan.
Do tego doszły ciągłe negatywne myśli. Mężczyzna zaczął zażywać narkotyki i niemal całkowicie zrezygnował z aktywności fizycznej. W końcu pojawiły się natrętne myśli samobójcze. Wtedy zadzwonił pod numer 112.
Najpierw przyjechała policja, a następnie karetka pogotowia. Rusłan został przewieziony do szpitala psychiatrycznego przy ul. Nowowiejskiej w Warszawie.
Wcześniejsza diagnoza jest weryfikowana
Rusłan przebywa w szpitalu od około miesiąca. W tym czasie pracowało z nim kilku psychiatrów, przeszedł też wiele testów i długich rozmów diagnostycznych.
Pierwsza rozmowa z lekarzem po przyjęciu trwała około dwóch godzin.
— Rozkłada twoje życie na czynniki pierwsze, od samego dzieciństwa. Pyta o wszystko, żeby zrozumieć, jakie leczenie dobrać i na czym dalej się opierać — mówi mężczyzna.
Obecnie lekarze weryfikują diagnozę postawioną w Białorusi. Jak mówi rozmówca MOST, według wstępnych wyników diagnostyki chodzi o spektrum autyzmu, zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi (ADHD) oraz złożony zespół stresu pourazowego (C-PTSD).
Codziennie psychiatra pyta, jak się czuje
Rusłan mówi, że obecnie dobrano mu odpowiednie leczenie farmakologiczne. Równie ważna jest jednak dla niego możliwość, by przez jakiś czas nie myśleć o pracy, pieniądzach i konieczności „normalnego funkcjonowania”.
— Spokój i zwyczajny brak myśli o tym, że muszę coś robić: pracować, tworzyć, po prostu żyć — mówi Rusłan.
Każdego ranka i wieczoru pacjenci kolejno otrzymują leki. Niemal codziennie przychodzi także prowadzący psychiatra.
— Żeby dowiedzieć się, jak się czujesz. Albo po prostu zapytać, co u ciebie, czy po lekach wszystko jest w porządku — wyjaśnia.
Sale są przeznaczone dla różnej liczby pacjentów — od jednej do sześciu osób. Nie ma ustalonej godziny pobudki ani ciszy nocnej. Na piętrze znajduje się zamknięta palarnia z wentylacją.
Odwiedziny są dozwolone. Rusłan mówi, że na jego oddziale bliscy mogą przychodzić w dni powszednie od godz. 11.00 do 18.00.
— Można grać w planszówki, rysować, układać klocki. Ale trafiłem tutaj z wypaleniem autystycznym, czyli stanem silnego wyczerpania, dlatego teraz w ogóle z nikim nie rozmawiam i nie mam na to ochoty. Moją arteterapią jest muzyka.
Telefon jest, sznurówek nie ma
Oddział, na którym przebywa Rusłan, jest zamknięty. Nie można samodzielnie go opuszczać. Niektórym pacjentom pozwala się jednak na spacery. Rusłan na przykład codziennie wychodzi na godzinę na zewnątrz w towarzystwie pracownika szpitala.
Jak mówi, nie wolno tu mieć długich przewodów od ładowarek, butów ze sznurówkami ani ostrych i tnących przedmiotów.
Rusłan może natomiast korzystać z telefonu. Publikuje na Threads zdjęcia jedzenia i krótkie historie ze szpitalnego życia. Fotografowanie innych pacjentów i pracowników jest zabronione, wszystko inne — jak mówi — można fotografować.
Mężczyzna tłumaczy, że może mieć telefon, ponieważ nie przebywa na oddziale przeznaczonym dla pacjentów z najwyższym ryzykiem zachowań agresywnych.
„Jedzenie jest maksymalnie mdłe i dietetyczne, ale można poprosić o dokładkę”
Osobną kategorię wpisów Rusłana na Threads stanowi jedzenie. Swoje posty ironicznie podpisuje: „śniadanie w polskim psychiatryku”, „obiad w polskim psychiatryku” i „kolacja w polskim psychiatryku”.
Posiłki podawane są na kolorowych plastikowych talerzach — zielonych i żółtych. Na śniadanie można dostać kaszę mannę, chleb z masłem, pomidory i parówki. Albo ciemny chleb, masło, pomidora i produkt przypominający twaróg, uformowany w dwie duże białe kulki.
Na obiad podawana jest zupa, puree ziemniaczane z mięsem i buraczkami albo na przykład kasza z mięsnym sosem i surówką z kapusty.
— Karmią jak w zwykłym szpitalu. Jedzenie jest maksymalnie mdłe i dietetyczne, ale można poprosić o dokładkę. A ciemny chleb jest naprawdę dobry, porządny białoruski „cegiełkowy” bochenek — ocenia Rusłan.
Gej w jaskraworóżowych crocsach?
Rusłan chodzi po oddziale w jaskraworóżowych crocsach. Wspomina, jak jeden z pacjentów przez dłuższy czas przyglądał mu się przez szybę w drzwiach sali. Rusłan początkowo odwracał wzrok, ale w końcu poczuł się nieswojo i postanowił zapytać wprost, o co chodzi.
Mężczyzna wskazał na różowe crocsy Rusłana i głośno zapytał po angielsku, czy jest gejem. Rusłan roześmiał się i zamknął drzwi. Na tym jednak historia się nie skończyła. Później ten sam pacjent podszedł do niego już spokojnie, zapytał, skąd pochodzi i jak ma na imię, a następnie zaproponował, żeby podzielili się Snickersem.
Wtedy Rusłan wrócił do tematu crocsów i zapytał, co właściwie było z nimi nie tak. Odpowiedź okazała się zaskakująca: pacjent powiedział, że crocsy są świetne i że Rusłan dobrze robi, nosząc różowy kolor.
W Białorusi personel potrafił podnosić głos
Rusłan po raz pierwszy trafił do szpitala psychiatrycznego jeszcze w Białorusi, więc dziś ma porównanie. Warunki w Polsce ocenia jako „zdecydowanie lepsze”.
— Personel nigdy nie podnosi głosu, nie prowokuje pacjentów do konfliktów i nie bagatelizuje diagnoz, jak zdarzało się to w białoruskim szpitalu — mówi rozmówca MOST.
Przyjaciele piorą mu rzeczy i przynoszą książki
Rusłan nie ma w Warszawie rodziny, ale ma kilku przyjaciół. Oni również przechodzą teraz trudny okres, jednak pomagają mu, jak mogą: zabierają jego rzeczy do prania, przynoszą książki i jedzenie.
Rusłan ma nadzieję, że diagnostyka wkrótce się zakończy i zostanie wypisany ze szpitala.
— Teraz czuję się znacznie lepiej. Zostały ostatnie testy i badania diagnostyczne, żeby w karcie informacyjnej znalazły się wszystkie dane dotyczące leczenia. Później, mam nadzieję, wyjdę i zacznę życie od nowa — dodaje Rusłan.