Białorusin urządził warsztat rowerowy w mieszkaniu w Gdańsku. „Ruch jest po prostu szalony”
Warsztat rowerowy w mieszkaniu. Zdjęcie z archiwum Wiktora.
W mieszkaniu, które Wiktor wynajmuje w Gdańsku, już trzeci rok działa domowy warsztat naprawy rowerów. Do tego zajęcia ma szczególną pasję — tak dużą, że ogłoszenie o gotowości do pomocy przy rowerach zamieścił jeszcze tydzień przed przeprowadzką do Polski. Białorusin opowiedział MOST, jak zdecydował się poświęcić rowerom cały pokój i dlaczego Gdańsk zawsze zapewni mu zarobek.
Wiktor już w dzieciństwie sam naprawiał swój rower. Jeśli nie wiedział, jak coś zrobić, oglądał filmy na YouTube. W dorosłym życiu zatrudnił się w jednym ze sklepów rowerowych w Grodnie, gdzie przepracował sześć lat.
— Nigdy nie miałem pasji do grzebania przy samochodach, a naprawa rowerów przyszła jakoś naturalnie. Poza tym bardzo podoba mi się ta grupa klientów: żywi, uśmiechnięci ludzie z chęcią do życia — opowiada mechanik.
„Dwóch klientów czekało na mnie jeszcze przed przyjazdem”
Do przeprowadzki do Gdańska Wiktor przygotowywał się wcześniej, a niedługo przed wyjazdem „pojawiła się myśl o naprawach na własną rękę”.
— Tydzień przed wyjazdem napisałem w grupie Białorusinów w Gdańsku, że jadę do was i mogę pomóc z rowerami. Dwóch klientów czekało na mnie jeszcze przed przyjazdem — wspomina Wiktor.
Działalność w nowym kraju zaczął od zleceń wyjazdowych, ale już po miesiącu wynajął mieszkanie z piwnicą — dzięki temu mógł przyjmować rowery do serwisu. Nie miał też problemów ze znalezieniem pracy w zawodzie — niemal od razu zatrudnił się w jednym z gdańskich serwisów rowerowych.
„Drugi pokój nie był nam potrzebny”
Po pewnym czasie Wiktor poznał dziewczynę — para postanowiła zamieszkać razem i wynajęła dwupokojowe mieszkanie.
— Na początku naprawiałem rowery w głównym pokoju, gdzie spaliśmy. Pojawił się stojak do zawieszania roweru, zebrało się trochę narzędzi. A potem uznaliśmy, że drugi pokój właściwie nie jest nam potrzebny do życia. Przenieśliśmy łóżko, rozebraliśmy szafę i urządziliśmy tam przestrzeń do pracy — wspomina Białorusin.

„W domu mam wszystko to samo co w serwisie”
Wiktor opowiada, że domowy warsztat nie wymaga aż tak dużo miejsca — niewielki pokój niemal całkowicie mieści wszystko, co potrzebne. Narzędzia mieszczą się w jednej walizce, ale do bardziej skomplikowanych napraw potrzebny jest specjalistyczny sprzęt.
— Co miesiąc z podstawowej pensji dokupuję kolejny klucz. Teraz mam w domu praktycznie wszystko to samo co w zwykłym serwisie rowerowym. Sam już nie wiem, do czego mam większą pasję: do rowerów czy do sprzętu — przyznaje Wiktor.
Obecnie w domowym warsztacie znajduje się nawet specjalna myjka do części i centrownica do prostowania obręczy kół. W najbliższej przyszłości Wiktor planuje kupić kompresor — prawdopodobnie umieści go w szafie.

Młody mężczyzna pytał sąsiadów, czy słychać u nich dźwięki spadających na podłogę kluczy. Sąsiadka z dołu zapewniła go, że wszystko jest w porządku i hałasów nie słychać.
— Właściciel wie, że zajmuję się w domu naprawą rowerów. To świetny facet: najważniejsze dla niego, żeby nie było żadnego kryminału i żeby czynsz był płacony — śmieje się Wiktor.
„Ruch jest po prostu szalony”
Główną grupę klientów domowego warsztatu stanowią Białorusini i Ukraińcy. O mechaniku dowiadują się z mediów społecznościowych, czatów i poczty pantoflowej.
— Ruch jest po prostu szalony. Ale nie mam dużych obrotów, bo wracam z pracy i rowerami [w domu] mogę zajmować się tylko wieczorami. W ciągu jednego wieczoru jestem w stanie zrobić maksymalnie jeden rower — opowiada Wiktor.
Najczęściej mechanik wykonuje kompleksowy serwis roweru. Rozbiera go, czyści łańcuch, reguluje przerzutki, a w razie potrzeby wymienia części.
„W Gdańsku rowery są popularniejsze niż samochody”
Rower jest w Gdańsku bardzo popularnym środkiem transportu — opowiada Białorusin. Wynika to między innymi z dobrze rozwiniętej infrastruktury rowerowej.
— Powiedziałbym, że w Gdańsku rowery są popularniejsze niż samochody. Dosłownie nawet na ścieżkach rowerowych potrafią tworzyć się korki.
W efekcie gdańskie warsztaty rowerowe nie narzekają na brak klientów. Mimo to branża nadal pozostaje sezonowa — najwięcej osób zgłasza się wiosną i latem. Wiktor radzi jednak oddawać rower do serwisu zimą.
— Latem wszyscy wyciągają rowery i nagle okazuje się, że coś nie działa. Oddają je do warsztatów, tworzą się ogromne kolejki i trzeba długo czekać — wyjaśnia Białorusin.
W planach Wiktora jest teraz odejście z pracy na etacie i założenie własnej działalności. Później marzy o przestronnym warsztacie w centrum Gdańska.
— Lubię robić z niedziałającego roweru działający — i widzieć szczęście na twarzy człowieka — mówi mechanik.